Potężne straty plantatorów ziemniaka. Ta odpowiedź ministerstwa wywołała duże emocje
Przypomnijmy: jakiś czas temu przedstawiciele komisji rolnictwa wystosowali do resortu dezyderat, w którym domagano się wyjaśnień w sprawie rozporządzenia z czerwca 2024 roku, które - zdaniem części rolników - niesprawiedliwie odcięło producentów sadzeniaków od odszkodowań za utylizację zakażonych zbiorów.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Pisaliśmy o tym szerzej w listopadzie:
Bakterioza ziemniaka. Ministerstwo odpowiada na zarzuty rolników. "Choroba znika, a system był dziurawy"
Teraz - podczas ostatniej komisji - odbyła się znów na ten temat szeroka dyskusja. Emocji nie brakowało.
Jak zaznaczali bowiem przedstawiciele resortu - likwidacja dotychczasowego systemu rekompensat za sadzeniaki, które musiały zostać zutylizowane z powodu wykrycia groźnej, kwarantannowej choroby, jaką jest bakterioza pierścieniowa ziemniaka, była konieczna - ponieważ wspomniany system był nieefektywny - i budził spore wątpliwości odnośnie tego, do kogo konkretnie płynie wspomniana pomoc.
Ponadto, jak wyliczała obecna na posiedzeniu wiceminister rolnictwa Małgorzata Gromadzka, według danych resortu, zagrożenie chorobą spada z roku na rok - w 2004 roku bakteriozę wykrywano w 22 proc. prób, z kolei w 2024 roku - to już tylko nieco ponad 3 proc.
Dlaczego jednak ostatecznie zakręcono kurek z pieniędzmi? Ministerstwo argumentuje, że lista beneficjentów była podejrzanie krótka i powtarzalna.
- Wnioski o udzielenie dotacji na dofinansowanie kosztów zwalczania bakteriozy składało w latach 2019-2023 od 7 do 24 podmiotów, przy czym te podmioty rok do roku jakby się powtarzały. Uznaliśmy, że ten sposób dysponowania pomocą środkami publicznymi jest nie do końca szczelny i celowy - można było usłyszeć ze strony resortu, podczas komisji.
Dlatego też rządzący zamiast płacić za straty, wolą dopłacać do profilaktyki, czyli np. zakupu kwalifikowanego materiału siewnego.
Jak chwali się ponadto resort, mamy za sobą rekordowy eksport ziemniaków w 2025 roku (ponad 82 tys. ton wobec 26 tys. ton rok wcześniej).
Likwidacja odszkodowań za bakteriozę ziemniaka. "To jak likwidacja OC, bo spadła liczba wypadków"
Argumentacja ministerstwa nie przekonała jednak wielu obecnych na sali posłów. Wprost zarzucano rządowi stosowanie odpowiedzialności zbiorowej i łamanie zasady związanejz tym, że prawo nie działa wstecz.
Poseł Jarosław Rzepa z PSL podczas dyskusji użył przy tym ciekawego porównania.
- Czy jeżeli w Polsce przestaniemy obserwować wypadki na naszych drogach, to będzie asumpt do tego, żeby zlikwidować OC? No nie. Szanowni państwo, takie rzeczy mogą się zdarzać i oby się zdarzały jak najrzadziej, ale taka możliwość powinna być - komentował poseł Rzepa, podkreślając, że suche statystyki moga byc mylące, bo utylizacji podlegają nie tylko ziemniaki "porażone", ale też "prawdopodobnie porażone", a tych jest znacznie więcej.
Posłanka Anna Gembicka z PiS, alarmowała z kolei, że wspomniane rozporządzenie z czerwca 2024 roku odebrało de facto prawo do odszkodowań rolnikom, którzy straty ponieśli wcześniej.
- Rolnicy podejmują jakąś decyzję na podstawie obecnej sytuacji prawnej. Później się dowiadują, że wprowadzane są jakieś rozwiązania, które de facto mają wsteczne działanie - mówiła.
Podobnych głosów było więcej. Jan Krzysztof Ardanowski ostrzegał z kolei, że bez wsparcia dla producentów ziemniaka, polskie rolnictwo skazane będzie na monokultury zbożowe, a rynek przejmą importowane surowce.
Tymczasem - jak zaznaczał Ardanowski - ziemniaki są "jedną z najważniejszych roślin na świecie".
- I może przyszłość w żywieniu ludzkości w dużej mierze od ziemniaków będzie zależała - mówił.
Krytykował też postawę resortu.
- To tak trochę wygląda: Wstrzymujemy pomoc w postaci odszkodowań w sytuacjach przez rolnika niezawinionych. I co nam zrobicie? - komentował ironicznie.
Odniósł się też do informacji ministerstwa - odnośnie niejasności w odszkodowaniach, które w wielu przypadkach trafiały do tych samych podmiotów.
- To jest pytanie wprost: czy to była patologia, czy to było wyłudzanie? (...) To trzeba takie działania podjąć. A nie tak podprogowo sugerować - komentował.
Kołodziejczak: wyłom w przepisach
Były wiceminister rolnictwa, Michał Kołodziejczak bronił decyzji resortu. Jak twierdził, system odszkodowań stał się bowiem "maszynką do robienia pieniędzy" dla wąskiej grupy podmiotów, powiązanych z zagranicznym kapitałem.
Kołodziejczak zaznaczał, że analizował raporty z ostatnich lat. Jak twierdzi, wynikało z nich, że odszkodowania rokrocznie trafiały do tych samych spółek. Jak to możliwe, skoro po wykryciu choroby na polu obowiązuje wieloletni zakaz sadzenia ziemniaków?
- Został stworzony w przepisach wyłom. Wyłom, który polegał na tym, że jeżeli rolnik sadzi ziemniaki na ziemi dzierżawionej, to ona rzekomo nie wchodzi w skład gospodarstwa - tłumaczył mechanizm Kołodziejczak.
Według byłego wiceministra, przez wspomnianą bakteriozę, moża było mieć "łatwy zysk".
- Luźne przepisy wręcz zachęcały do tego, żeby niektóre firmy spółki czy ludzie na swoich gospodarstwach, na dzierżawionej ziemi, pielęgnowali bakteriozę, bo dzięki temu mogli też mieć łatwy zysk. Mówię to wprost - komentował Kołodziejczak.
Obecni na sali praktycy byli sceptyczni co do argumentów resortu. Agnieszka Płotka ze Stowarzyszenia Polski Ziemniak punktowała niespójności w danych ministerstwa. Zwróciła uwagę, że choć procentowy wskaźnik zakażeń jest niski (0,03 proc. w 2023 r.), to w tonażu oznaczało to utylizację 7,7 tys. ton materiału.
Zarzuciła też ministerstwu, że skróciło konsultacje społeczne do 7 dni, by rolnicy nie zdążyli złożyć wniosków przed wejściem nowych przepisów.
Obecny na sali rolnik, wprost z kolei mówił o dramacie producentów, którzy po wykryciu choroby wpadają w tryby bezdusznej machiny: utylizacja, dezynfekcja, brak dochodu i brak odszkodowania.
Po burzliwej wymianie zdań, posłowie doszli do rzadkiego w obecnej kadencji konsensusu. Uznano, że konieczne są jeszcze szersze wyjaśnienia w tej materii od ministerstwa - o co znów zostanie poproszony resort. Bo działania są konieczne.
- Brakuje dzisiaj mechanizmu, który by uczciwych, tych, którzy prowadzą swoją działalność, chronił przed sytuacjami szkód, za które nie zawsze sami odpowiadają - podsumowywał poseł Głowski.
Komisja zdecydowała więc, że prezydium przygotuje projekt nowego dezyderatu. Cel? Znaleźć sposób na rozwiązanie problemów - o jakich mówią dziś rolnicy, jednocześnie pamiętając o konieczności szczelności systemu - wobec problemów, o jakich mówił resort.
Sprawa ma wrócić zatem z czasem znów na agendę.
- Tagi:
- ziemniak
- bakterioza ziemniaka





























