Udowodnił, że się da. Sprzedał tysiące ton ziemniaków, gdy inny zostali z pełnymi magazynami
Miejscowość Dominowo - to tutaj jest centrum działalności Wojciecha Niemczala - człowieka, który w swojej pracy umiejętnie łączy rolę rolnika, członka grupy producenckiej i sprawnego przedsiębiorcy - zajmującego się konfekcją i sprzedażą płodów rolnych, głównie cebuli i ziemniaków, które zostały wyprodukowane w jego gospodarstwie i w gospodarstwie zaprzyjaźnionych rolników. Choć nasz rozmówca działa na niewielkim areale, jego realny wpływ na rynek jest znacznie większy. Wszystko dzięki modelowi współpracy z innymi rolnikami. - Gospodarujemy na dzień dzisiejszy na areale 20 hektarów, gdzie rotujemy tymi poszczególnymi polami z rolnikami, którzy z nami współpracują. Tworzymy razem, taką nieformalną grupę producentów. Skupiamy się na tym, żeby działać w symbiozie, razem planować tę produkcję i gdzieś sprostać tym oczekiwaniom rynku, które nas spotykają - wyjaśnia pan Wojciech. Ta strategia przynosi wymierne efekty, bo skala operacji budzi respekt. W samym 2025 roku przez firmę, której współwłaścicielem jest nasz rozmówca, przeszło około 17 tysięcy ton cebuli i około 9 tysięcy ton ziemniaka.
Pan Wojciech nie ma złudzeń, co do tego, co decyduje o sukcesie na sklepowej półce: - Cokolwiek by to nie było, czy to jest żywność, czy to są jakiekolwiek inne materiały czy to też nawet ubrania, to przede wszystkim kupujemy oczami, musi się nam produkt podobać.
Regeneracja, czyli sposób na koszty
Decyzja o wejściu w rolnictwo regeneratywne w Dominowie nie była podyktowana modą, lecz chłodną kalkulacją, gdzie akcent kładzie się na dbałość o środowisko. W dobie galopujących kosztów, dotychczasowe metody przestały gwarantować rentowność. - Zdecydowaliśmy się na produkcję regeneratywną w celu obniżenia i optymalizacji kosztów. Stale rosnące koszty energii, pracy, środków do produkcji zmuszają niejako do szukania oszczędności w wielu płaszczyznach - tłumaczy nasz rozmówca. Zaznacza przy tym, że miniony sezon był jednym z najtrudniejszych, bo niskie ceny płodów przy wysokich wymaganiach jakościowych wymusiły produkcję towaru najwyższej klasy przy najniższych możliwych nakładach.
Proces ten zaczyna się od fundamentu. Pierwszym krokiem przy zakładaniu plantacji są szczegółowe badania gleby dotyczące kompleksu sorbcyjnego oraz zawartości poszczególnych składników. - Kładziemy ogromny nacisk na to, aby dysponować jak najpełniejszą wiedzą o stanowisku. Dzięki temu możemy tak zbilansować nawożenie, by produkt końcowy uzyskał jak najwyższe parametry - mówi pan Wojciech.
Strategia odmianowa i rola konfekcji
W Dominowie dobór odmian jest ściśle powiązany z przeznaczeniem towaru. Pan Wojciech skupia się głównie na cebulach twardych z mocną łuską i brakiem tendencji do tak zwanego „pobielania”, czyli tracenia łuski. Podobne rygory dotyczą ziemniaka, pietruszki czy marchewki. Wszystko to nabiera ostatecznego szlifu na hali, gdzie towar jest przygotowywany do sprzedaży. Cały proces konfekcji zaczyna się od specyficznych wymagań konkretnego odbiorcy. - Produkcję planujemy już na etapie doboru odmiany wskazanej przez klienta, a kończymy na precyzyjnym sortowaniu towaru do pożądanego rozmiaru. Odbiorca decyduje również o sposobie przygotowania produktu - może to być towar szczotkowany lub dodatkowo selekcjonowany - a także o rodzaju opakowania. Pakujemy warzywa w worki 10- lub 15-kilogramowe, które przygotowujemy do wysyłki zarówno na paletach euro, jak i przemysłowych - wylicza Wojciech Niemczal.
Zwraca przy tym uwagę, że przejście towaru przez linię sortowniczą realnie podnosi jego wartość: - Przede wszystkim przez to, że jest on wykalibroowany, czyli spełnia określone normy danego odbiorcy dotyczące jakości, grubości oraz też powiedzmy koloru miąższu, co też jest ważnym czynnikiem. Dzięki temu firma może elastycznie reagować na potrzeby rynków eksportowych. Jak zauważa pan Wojciech, kraje takie jak Mołdawia oczekują ziemniaka podłużnego z żółtą skórką, podczas gdy w Rumunii klienci szukają produktu okrągłego, o bardzo grubym kalibrze powyżej 60 mm.
Rygory sieci handlowych i siła grupy
Współpraca z dużymi sieciami to gra o wysoką stawkę. Sieci handlowe mają dziś bardzo wysokie wymagania, zwłaszcza w kwestii pozostałości środków ochrony roślin. - Coraz więcej sieci handlowych zwraca uwagę na to, co dany produkt zawiera, czy spełnia te restrykcyjne europejskie normy. Polscy rolnicy świetnie sobie tutaj w tym radzą, również my – zapewnia pan Wojciech. Podkreśla też, że warzywa powinny zachować świeżość długo po opuszczeniu gospodarstwa: - Naszym obowiązkiem jest dostarczenie produktu najwyższej jakości. Chodzi o to, aby towar znajdujący się na półce sklepowej, po który sięga konsument, wciąż zachowywał pełną świeżość i nienaganne parametry jakościowe.
Kluczem do przetrwania na tak trudnym rynku okazała się konsolidacja. Wojciech Niemczal nie ma wątpliwości, że grupy producenckie mają szczególną wartość w procesie sprzedaży, ponieważ im większa partia powtarzalności danego towaru, tym łatwiej jest go po prostu sprzedać. Rok 2025 pokazał to dobitnie. Choć marże handlowe były bardzo niskie, a nadprodukcja ogromna, działanie w grupie pozwoliło zapewnić rolnikom zbyt. - Czy cena była satysfakcjonująca? Zdecydowanie nie, ale czy zredukowaliśmy, odbiliśmy koszty produkcyjne? Myślę, że tak. Przede wszystkim nie pozostawiliśmy naszych rolników z produktem w magazynie, tylko wtedy, kiedy dana osoba chciała, to ten towar też mogliśmy w jakiś sposób upłynnić i go sprzedać - podsumowuje nasz rozmówca.
Pomimo pełnienia wielu funkcji zarządczych, Wojciech Niemczal wciąż czuje się przede wszystkim rolnikiem. Przyznaje, że dalej ma zamiłowanie do spoglądania na pole i planowania produkcji. Chociaż rzadziej zasiada w ciągniku, kładzie duży nacisk na nadzór, by mieć pewność, że to, co wyjeżdża z Dominowa, jest robione w zgodzie z filozofią rolnictwa regeneratywnego i tym samym najwyższą jakością.
- Tagi:
- cebula
- ziemniaki
- młody rolnik





























