Zarzecki: na dziś nie ma żadnych dodatkowych pieniędzy dla rolników
Najbliższe dni są kluczowe, jeśli chodzi o umowę Mercosur. Planowane na najbliższą środę posiedzenie PE może jeszcze nadać zupełnie inny bieg sprawie. Na ten temat, ale i o nastrojach wśród rolników, przepalonych szansach i wątpliwej zapowiedzi kontroli żywności przez europejskich inspektorów w Brazylii.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Czy polscy rolnicy chcą polexitu? Dlaczego nastroje antyeuropejskie mogą rosnąć? Co w najbliższym czasie wydarzy się w związku z umową z Mercosur? Do czego może doprowadzić drugi wniosek o skierowanie umowy do TSUE przez prawicowych europosłów? Co z zapowiadanymi przez Brukselę rekompensatami dla rolników? O tym rozmawiamy z Jackiem Zarzeckim z Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny.
Możliwe zawieszenie umowy z Mercosur na 2 lata
17 stycznia w Paragwaju ma zostać podpisana umowa UE - Mercosur i zacząć obowiązywać od marca. Z drugiej strony jednak są komunikaty, zgodnie z którymi, pewne jej zapisy jeszcze będą procedowane. Co do której zatem części porozumienia wiadomo, że nic już więcej nie da się wynegocjować na arenie UE?
W życie wejdzie ta część handlowa. A więc zatwierdzone są już wielkości kontyngentów i zasady wymiany handlowej odnośnie poszczególnych rodzajów produktów. Parlament Europejski ma jeszcze dwie opcje zablokowania wejście w życie tej umowy. Po pierwsze, może ją odrzucić. Mam jednak wątpliwości, że mogłoby się tak stać. Gdyby jednak do tego doszło, umowa musiałaby być na nowo procedowana. Ale realnie nie ma szans na to. Jeżeli popatrzymy na to, jaka jest sytuacja w Europarlamencie, to zdamy sobie sprawę, że nie ma szans na to, by mogło do tego dojść. Mniejszości blokującej dla umowy nie będzie. Drugi wariant jest taki, że eurodeputowani, wściekli po tym, jak ich potraktowały Komisja Europejska i prezydencja cypryjska, wyłączając z częściowego procedowania, mogą podjąć decyzję 21 stycznia, że skierują umowę do TSUE. To spowoduje zawieszenie umowy na około 2 lata.
Czy w przeszłości dochodziło do sytuacji, w których Parlament Europejski był wykluczany przy procedowaniu tak ważnych umów? Czy to jest precedens?
To jest precedens. To jest osłabianie jedynego organu Unii Europejskiej, który jest wybierany w bezpośrednich wyborach, który jest głosem wyborców, nie urzędników, nie głów państwa, nie polityków, tylko jest głosem społeczeństwa - ponad 400 milionów obywateli Unii Europejskiej.
KE chce być legislatorem, przyjmującym i realizatorem
To pokazuje, jak bardzo KE zależy na tym, żeby ta umowa weszła w życie. W przypadku jednak, gdy Parlament Europejski przyjmie tę umowę, musi być jeszcze ratyfikowana przez parlamenty poszczególnych krajów?
No tak, ale to może być długotrwały proces, dlatego Komisja Europejska nie popełnia tego samego błędu, co było w przypadku umowy handlowej CETA z Kanadą. Umowa z Mercosur jest w ten sposób skonstruowana, że jeżeli zostanie przyjęte przez Europarlament i ratyfikowana przez przynajmniej jeden z krajów, to de facto wejdzie w życie. To jest dosyć taka ciekawa konstrukcja prawna, pewien fikołek, ale Komisja Europejska odrobiła pracę domową z poprzednich umów handlowych. Pokazuje też, że różne zasady i warunki stosuje do różnych umów tak, jak jej wygodniej. Z jednej strony mówi, że nie może zmuszać kraju, z którym podpisuje umowę handlową do stosowania tych samych praktyk produkcji, jak w Unii Europejskiej. Z drugiej jednak strony mamy umowę handlową DCFTA z Ukrainą, gdzie jest zapis o dalszej liberalizacji handlu, jeśli Ukraina spełni w 2028 roku wymogi w zakresie środków ochrony roślin i dobrostanu zwierząt.
To są niepokojące doniesienia, które świadczą o tym, że Komisja Europejska staje się tworem, który coraz bardziej zaczyna żyć własnym życiem, poza kontrolą obywateli…
Wykluczanie Parlamentu Europejskiego czy też obniżanie rangi Parlamentu Europejskiego w podejmowaniu tak ważnych decyzji i niewsłuchiwanie się w głos społeczeństwa pokazuje jednoznacznie, że Komisja Europejska próbuje sobie zabrać prawo do wszystkich trzech organów funkcjonowania Unii Europejskiej: Rady UE, Parlamentu i Komisji Europejskiej. Jednocześnie chce być legislatorem, przyjmującym i realizatorem.
Czy rzeczywiście tak może być, o czym wspomniał pan w piśmie do ministra Sikorskiego, że postawa Komisji Europejskiej może rodzić coraz bardziej daleko idące antyeuropejskie nastroje? Czy coraz częściej będzie mówiło się o polexicie?
Prawda jest taka, że uprawianie polityki nie może być uprawianiem polityki walca drogowego, a taką politykę uprawia Komisja Europejska. Wydaje się jej, że jest najmądrzejsza, że wszystko wie. Tylko że jakby tak było, to byśmy nie mówili dzisiaj o deregulacji. To jest deregulacja przepisów, które sama Unia Europejska stworzyła. Przykładem doskonałym bezsensownego tworzenia prawa jest to, co się dzieje z EUDR-em, który jest przekładany. Sama Komisja Europejska mówi o tym, że wprowadzamy te przepisy, później się okazuje, że nie jest kompletnie przygotowana do ich implementacji od strony technicznej. To samo jest z raportowaniem ESG. Te wszystkie omnibusy nie dotyczą przecież przepisów prawa, które zostały stworzone w kosmosie - tylko przez Komisję Europejską.
Zarzecki: każdy, kto mówi dziś o wystąpieniu Polski z Unii Europejskiej jest idiotą
Rolnicy będą tymi, którzy, gdyby doszło do referendum, zagłosują za wyjściem Polski z UE?
Mimo że niektórzy próbują wmawiać, iż rolnicy są tą grupą antyeuropejską, to ostatni sondaż pokazuje, że jeżeli dzisiaj by było głosowanie o akcesji do Unii Europejskiej, to tylko trzynaście procent rolników by było przeciw. Sektor rolny naprawdę wykorzystał świetnie szansę wejścia do UE. Mimo to uważam, że powinniśmy - i to jest zadanie dla rządu - pokazywać, co nam dało te 20 lat członkostwa w Unii Europejskiej, jak się rolnictwo zmieniło, jak się Polska zmieniła, ale z drugiej strony powinniśmy naprawiać tę Unię Europejską, bo oczekuje tego społeczeństwo. Jeżeli tego nie będziemy robili, to te ruchy antyeuropejskie będą rosły w siłę. I może być tak za chwilę, że na wojence między PiS-em i PO będą wygrywały partie antyeuropejskie.
Czy z pana perspektywy rośnie poparcie młodych rolników w kierunku Konfederacji i partii Grzegorza Brauna?
To jest problem w dużej mierze komunikacji. Nie widziałem żadnych badań, które jasno na to wskazywałyby. Wiemy, że połowa wyborców Brauna w wyborach prezydenckich to mieszkańcy obszarów wiejskich. To nie są stricte rolnicy. No, ale rzucanie haseł o polexicie jest nośnym hasłem, bo to niezależność, wolność, swoboda i tak dalej. Tylko jeżeli popatrzymy na to brutalnie, z punktu widzenia rolnictwa, to nie byłoby większej tragedii dla naszego sektora, gdybyśmy dzisiaj wyszli z Unii. Bylibyśmy traktowani jak kraj trzeci, który miałby swoje kontyngenty, który tak czy siak musiałby spełniać przepisy w zakresie wszystkich norm produkcji. Straciłby jednak dostęp do największej wartości, jaką jest wspólny rynek Unii Europejskiej. Każdy, kto mówi dziś o wystąpieniu Polski z Unii Europejskiej jest idiotą. I ja to będę powtarzał z całą mocą i jeszcze bardziej, bo trzeba być naprawdę ślepcem, żeby nie widzieć, ile na akcesji tym skorzystaliśmy.
Ze wszystkich możliwości jednak chyba nie skorzystaliśmy, skoro w wielu głosach da się wyczuć sporą krytykę.
Zgadza się. Sporo potencjału przepaliliśmy. Nie udały nam się grupy producenckie, gdzie przepisy od 20 lat mamy takie same. Mówimy o tym, że rolnicy powinni się jednoczyć, a z drugiej strony przepisy pozostają praktycznie takie same. Dużą winę jednak widzę po stronie organizacji rolniczych. Za mało włączamy się w proces decyzyjny, za mało wychodzimy z własnymi inicjatywami. Głównie piszemy pisma, żeby politycy coś zrobili. Jesteśmy skłóceni ze względu na poglądy polityczne. Choć, gdy są protesty, rolnicy jednoczą się wokół jakiejś sprawy, to przestaje mieć znaczenie na jaką partię głosują. Ale potem znów pojawia się impas. Uważam, że w nas, rolnikach jest za mało inicjatywy, która kładzie na stół realne propozycje.
A wracając do umowy z Mercosur. Rozumiem, że jeszcze w kontekście wzmocnionych klauzul ochronnych trwa walka?
16 grudnia Parlament Europejski zagłosował za poprawkami do klauzul bezpieczeństwa i one praktycznie w 90% spełniały nasze oczekiwania. Wprowadzono zasadę wzajemności, czyli wzajemność w zakresie produkcji, był wprowadzony szybszy czas reakcji. Pojawił się zapis, zgodnie z którym Komisja Europejska musi podjąć odpwiednie kroki, a nie to, że może i tak dalej. Brakowało tylko jeszcze jednej rzeczy - automatyzmu. I nagle w trilogu (nieformalne negocjacje międzyinstytucjonalne gromadzące przedstawicieli Parlamentu Europejskiego, Rady Unii Europejskiej i Komisji Europejskiej - przyp. red.), w ciągu półtorej godziny przedstawiciel Parlamentu Europejskiego poszedł kompletnie na rękę Komisji Europejskiej, bo zgodził się na podniesienie progów do 8%, zastąpienie słów: Komisja Europejska „musi” - słowami „może”, że nie ma zasad wzajemności. Praktycznie wróciliśmy do punktu wyjścia. I dokument w takiej wersji poszedł na posiedzenie Coreper, który znów zmienił zapisy w taki sposób, że obniżył te progi do 5%. Teraz ta sprawa wraca do Parlamentu Europejskiego. Parlament Europejski ma dwa wyjścia. Albo zatwierdzi propozycję przegłosowaną przez Coreper i Komisji Europejskiej. Może też odrzucić propozycję trilogu i wprowadzić jeszcze, powiedzmy, mocniejsze klauzule, związane z automatyzmem.
Co konkretnie zakłada „automatyzm” w tych zapisach?
To oznacza, że Komisja Europejska, w krytycznym momencie nie będzie rozpoczynać procedury wstrzymania importu, która może trwać nawet kilkanaście miesięcy, tylko automatycznie zadziała. Wtedy nie będzie mogła przeciągać w czasie procedur. Jeśli PE będzie stanowczo stać na swoim stanowisku, sprawa wróci znów na posiedzenie trilogu, gdzie będą dogadywane szczegóły. Ja mam nadzieję, że europoseł Krzysztof Hetman, jak zapowiadał, będzie walczył o to, by klauzule bezpieczeństwa były jak najbardziej ostre. Najśmieszniejsze w całej dyskusji o umowie Mercosur jest to, że są politycy, którzy mówili, że te klauzule bezpieczeństwa nic nie dają, a okazuje się, że to ostatnia deska ratunku dla europejskich rolników. Warto pamiętać o tym, że łącznie polscy eurodeputowani byli autorami i współautorami 91 z około 258 poprawek. Teraz gra toczy się właśnie o te kwestie, by jak najbardziej zabezpieczyć interesy rolników.
Komu zależy na rolnictwie, a komu na gierkach politycznych?
Wniosek o skierowanie umowy do TUSE złożył już wcześniej Krzysztof Hetman. W ostatnim czasie zrobiła to też polska prawica. Czy ta gra polityczna może wpłynąć negatywnie na efekt finalny?
Wniosek europosła Hetmana był pierwszy i zakładał sprytnie, że będzie jedno stanowisko Parlamentu Europejskiego oraz jedno głosowanie w sprawie opinii. Wniosek prawicy, zgłoszony w ostatniej chwili, który jest praktycznie identyczny, wprowadza sztuczny podział, rozbija inicjatywę i stawia w kontrze do reszty. Daje eurodeputowanym wybór, który wniosek poprzeć. W efekcie drastycznie zmniejsza to szanse na przyjęcie jakiegokolwiek projektu. Jest to walka plemienna na pełnej. Uważam, że jeśli prawica naprawdę chce pomóc rolnikom, powinna wycofać swój wniosek do TSUE, zamiast rozbijać głosy. To czas prawdziwego testu: komu zależy na rolnictwie, a komu na gierkach politycznych.
Rekompensaty dla rolników, którzy stracą na umowie z Mercosur to fikcja
A co z funduszem gwarancyjnym związanym ściśle z umową z Mercosur?
Takie rozwiązanie zaproponował minister rolnictwa Stefan Krajewski. Na dziś jednak nie ma żadnych dodatkowych pieniędzy dla rolników. Budżet jest w takiej samej wysokości, w jakiej był. Te 10% na obszary wiejskie Komisja Europejska zapowiedziała już wcześniej. Ale to też nie jest tak, że będzie to z kiesy UE, tylko to kraje członkowskie mogą decydować o tym, czy dadzą te 10% na obszary wiejskie czy też nie. Natomiast kompletną abstrakcją dla mnie jest radość z informacji, że przeznaczono dodatkowe 45 mld euro dla europejskich rolników, o czym głośno mówią Włosi. Jest to nieprawda. Jest to tylko przyspieszenie możliwości wydawania środków z późniejszego okresu programowania. To trochę tak jakby dać dziecku dzisiaj kieszonkowe, które dostałoby za rok.
Ale z Brukseli płynie komunikat, że KE wyodrębniła w budżecie dodatkowe środki na łagodzenie negatywnych skutków wynikających z napływu towarów z Ameryki Południowej
I jest to dla mnie smutne. Jest jeden wspólny fundusz zabezpieczeń, z którego rekompensaty wypłacane są rolnikom, którzy ponoszą straty w wyniku klęsk żywiołowych, pojawiania się chorób zakaźnych zwierząt itd. Powtarzam, nie ma żadnego dedykowanego funduszu dla sektorów wrażliwych, które mogłyby ponieść straty w związku z umową Mercosur.
Rolnicy liczą na te pieniądze i zapowiadają, że będą o nie walczyć - również 20 stycznia w Strasburgu
Pamiętajmy, że w tym porozumieniu handlowym najważniejsze są dwie rzeczy: cła i konkurencyjność. Na litość boską, nie jesteśmy w stanie konkurować na jednym rynku z kimś, kto nie musi przestrzegać tych samych norm produkcji, które my przestrzegamy. I to jest kolejny dla mnie element manipulacji. Komisja Europejska powtarza cały czas, że każdy produkt, który wjeżdża do Unii Europejskiej, musi spełniać zasady fitosanitarne i bezpieczeństwa żywności. Tylko to obowiązuje od wielu lat i dotyczy wszystkich produktów wjeżdżających do UE. A chodzi o metody produkcji. Jeżeli my nie mamy możliwości stosowania tych środków ochrony roślin, które obniżają koszty i wpływają na opłacalność, to czemu oni mogą takie środki stosować i sprzedawać nam produkty, które zostały wytworzone przy użyciu tych środków? Jeżeli my mamy ostre przepisy w zakresie dobrostanu zwierząt, to dlaczego oni takich przepisów nie mają? Dlaczego, jeżeli my mamy takie przepisy w zakresie ochrony zdrowia społecznego, dlaczego oni ich nie mają? I to nie jest tak, że my chcemy mieć takie możliwości jak oni. My chcemy, żeby oni produkowali według najwyższych norm, które my spełniamy. Wbrew pozorom to jest banalnie proste: uczciwość i konkurencja. KE mydli oczy ludziom tym, że będzie przeszkalała teraz 650 inspektorów, którzy będą to kontrolowali - na miejscu w krajach Mercosur - w gospodarstwach rolnych i zakładach przetwórczych. Dla mnie to zwykła ściema.




























