Jaki im przezimowało? Rolnicy szczerze i bez owijania w bawełnę o stanie upraw
Rolnicy o oceniają kondycję roślin po zimie
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Szymon Chyliński, rolnik z miejscowości Wierzchowiska Pierwsze (województwo lubelskie). Gospodaruje na areale ok. 165 ha. Uprawia m.in. pszenicę ozimą (85 ha), i rzepak ozimy (47 ha), a także buraki cukrowe.
W naszym gospodarstwie wszystkie siewy pszenicy wykonaliśmy we wrześniu, co było możliwe dzięki wcześniejszemu odbiorowi buraka. Rzepak został zasiany w sierpniu. Dzięki temu oziminy weszły w okres zimowy w terminie książkowym - były silne i bardzo dobrze rozwinięte. U rolników, którzy spóźnili się z wrześniowymi siewami, ten start był wyraźnie słabszy, co zresztą widać teraz po kondycji roślin. Pszenice zdążyły się ładnie rozkrzewić, a rzepak w optymalnej fazie wszedł w stan zimowania. Kluczowym czynnikiem była okrywa śnieżna, która pojawiła się na początku roku i utrzymywała się do piątku (do 20 lutego - przyp.red.). Śnieg stworzył naturalną barierę ochronną, swoisty shelter dla roślin, dzięki czemu mimo mrozów prezentują się one w mojej ocenie bardzo dobrze.
Mam jednak pewne wątpliwości, czy ten śnieg zbuduje nam wystarczające zapasy wody w glebie. Był to w zasadzie dwa większe opady, więc obawiam się, że po roztopach dużej wilgoci z tego nie będzie. Z drugiej strony, gdy nastąpi odwilż, ze względu na lokalne zastoiska wody i zmarzniętą wierzchnią warstwę gleby będzie mały problem z wjazdem w pole, aby zasilić rośliny siarczanem magnezu i azotem. To będzie nasz pierwszy zabieg, a w dalszej kolejności ruszymy z ochroną fungicydową. Przyznam, że troszkę żałuję, że nie zdecydowałem się na zabieg nawożenia siarczanem magnezu w pszenicy i rzepaku już jesienią. Środki czekają teraz w magazynie, a z rozsiewaczem wyjedziemy dopiero wtedy, gdy pozwolą na to warunki pogodowe.
Szymon Stachowiak, młody rolnik, który wraz z rodziną - rodzicami i rodzeństwem, prowadzi gospodarstwo o powierzchni ok. 350 w wielkopolskim Chwalęcinie. Uprawia m.in. pszenicę ozimą, jęczmień ozimy i rzepak
Stan moich pszenic po zimie, zwłaszcza odmianę Essa, oceniam jako dobry, a momentami nawet bardzo dobry. Widać, co prawda lekkie uszkodzenia poprzymrozkowe, bo w tym roku zima nas nie oszczędzała, a okrywa śnieżna nie zawsze była obecna tam, gdzie jej potrzebowaliśmy. Rośliny wchodziły jednak w okres spoczynku w dobrej kondycji - ładnie wykiełkowały, zagęściły się i zdążyły się rozkrzewić. Choć mrozy im nieco dokuczyły, ogólny obraz plantacji wciąż napawa optymizmem.
Od siewu pszenicy, który przypadł na połowę października, aura nas nie rozpieszczała. Jesień była bardzo zmienna. Zaraz po zasiewie przyszły ulewy, przez co mieliśmy ogromne problemy z wjazdem na pole. Z tego powodu nie udało się wykonać jesiennego odchwaszczania, bo opryskiwacz po prostu by utonął na polu. Sama zima była z kolei taka, jakiej nie pamiętaliśmy od dawna. Najtrudniejszy moment przyszedł pod koniec stycznia, gdy przy minus 15 stopniach nie było już osłony śnieżnej i to wtedy pszenice ucierpiały najbardziej.
Obecnie priorytetem są pierwsze zabiegi wiosenne. Gdy tylko uda się wjechać w pole - a może być o to trudno przez najbliższe dni - natychmiast ruszamy z pierwszą dawką azotu w formie amonowej. Najprawdopodobniej zastosujemy saletrę amonową, a dwie kolejne dawki pójdą już w formie RSM-u. Kolejnym krokiem, gdy temperatury na to pozwolą, będzie zaległe odchwaszczanie. Co do ochrony fungicydowej (T1), plan już kiełkuje w głowie, ale ostateczne decyzje podejmę po dokładnej lustracji pól. Będziemy bacznie obserwować, jak i czy grzyby zaczną atakować plantację.
Na polach mamy obecnie sporo zastoisk wodnych. Oczywiście budzi to pewien niepokój, ale znam specyfikę tej ziemi - drenaż jest naprawiony i sprawny, więc gdy tylko puści zmarzlina, woda powinna zejść. Choć w przeszłości zdarzały się konieczne przesiewy w takich miejscach, w tym roku sytuacja nie wygląda tragicznie. Jest to zupełnie inny scenariusz niż przed rokiem, kiedy pod koniec lutego jeździliśmy ciągnikami po polu, jak po asfalcie. Dziś, 25 lutego, o wjeździe nie ma mowy, ale paradoksalnie ta wilgoć mnie cieszy. Wielkopolska powoli wysycha, robi się z niej pustynia, więc każdy litr wody w glebie jest na wagę złota.
Patrząc na całe gospodarstwo, czyli 350 hektarów, oceniam, że oziminy rokują nieźle. Pszenice i jęczmienie trzymają się dobrze, pszenżyta wyglądają wręcz bardzo dobrze. Nieco gorzej zniósł zimę rzepak, który odrzucił sporo liści po największych mrozach.
Jakub Buchajczyk wraz z dwoma braćmi prowadzi gospodarstwo rodzinne w województwie zachodniopomorskim. Łączny obszar upraw przeznaczonych do zbioru kombajnowego wynosi około 280 hektarów. W strukturze zasiewów dominują: pszenica ozima: 160 ha, rzepak ozimy: 80 ha oraz Żyto: ok. 80 ha (uprawiane głównie z przeznaczeniem na kiszonkę jako baza paszowa dla hodowanego w gospodarstwie bydła)
Do oceny stanu ozimin podchodzę z lekkim dystansem, ponieważ dopiero od dwóch dni notujemy temperatury powyżej pięciu stopni Celsjusza. Wcześniej dominowała aura przejściowa - mrozy przeplatały się z opadami deszczu. Moim głównym powodem do niepokoju są obecnie zastoiska wodne. Ziemia wciąż jest zamarznięta na głębokości około 20-30 centymetrów, przez co woda nie wsiąka i stoi w niższych partiach pól. Nie jest to jeszcze sytuacja dramatyczna, o ile zalanie nie potrwa wielu tygodni, ale z pewnością stanowi to bolączkę wielu rolników w naszym regionie.
Jeśli chodzi o zimotrwałość pszenicy ozimej, niektóre odmiany zostały nieco uszkodzone przez mróz, co widać po charakterystycznych przebarwieniach na końcówkach liści. Jest to ewidentny skutek wystąpienia ujemnych temperatur przy braku okrywy śnieżnej. Mimo to nie spodziewam się tragedii - rośliny są mocno rozkorzenione, więc powinny sobie poradzić i wydać przyzwoity plon. W rzepakach sytuacja jest mocno zróżnicowana i zależy od terminu siewu oraz konkretnej odmiany. Na moich plantacjach rozeta była na tyle duża, że dobrze ochroniła pąk wierzchołkowy. Tam, gdzie rzepaki były słabiej rozwinięte, ich pobudzenie do życia zajmie pewnie więcej czasu. Największym problemem może okazać się jednak ochrona - za chwilę średnia dobowa temperatura sięgnie ośmiu stopni, co wywoła silną presję chowacza, a my ze względu na grząskie pole nie będziemy w stanie wykonać zabiegu.
Mimo tych trudności z wjazdem, cieszę się, że tegoroczna zima miała charakter ciągły. Na Zachodnim Pomorzu od dawna nie było sytuacji, w której mróz trzymałby bite dwa miesiące, od grudnia aż do połowy lutego. Dzięki temu wegetacja była wyciszona i uprawy nie “zgłupiały”, co zdarzało się w poprzednich latach przy nagłych ociepleniach w styczniu. Teraz rośliny zaczną budzić się do życia w sposób naturalny wraz z początkiem marca.




























