Wieści Rolnicze
  • Strona główna
  • Ceny Rolnicze
      • Żywiec wieprzowy
      • Żywiec wołowy
      • Zboża
      • Pasze
      • Owoce
      • Warzywa
      • Mleko i przetwory
      • Drób i jaja
      • Analizy rynkowe
      Jak wyglądają ceny świń w Polsce na tle innych krajów? Możesz się zdziwić
      Ceny zbóż nawet o 70 zł w górę!
      Ile kosztuje ziemia rolna w 2025 roku w obrocie prywatnym? Najnowsze dane
      Dramatyczne ceny rzepaku
  • Newsy
  • Hodowla
      • BYDŁO I MLEKO
      • TRZODA CHLEWNA
      • DRÓB
      • INNE HODOWLE
      • ŻYWIENIE
      • WYPOSAŻENIE BUDYNKÓW INWENTARSKICH
      • ZDROWIE I DOBROSTAN
      Znów wykryto ognisko groźnej choroby
      Pierwszy Kongres Produkcji Świń - Żnin 2025
      Za kilka dni złóż wniosek. Możesz dostać zwrot aż 70% kosztów
      5 tys. zł do jednego zwierzęcia. ARiMR zachęca do składania wniosków
  • Uprawy
      • ZBOŻA
      • INNE UPRAWY
      • NAWOŻENIE
      • CHOROBY I SZKODNIKI
      • UPRAWA GLEBY
      • PRZECHOWALNICTWO
      • Owoce i warzywa
      Ważne środki do zwalczania chwastów w zbożach znikają. Czym pryskać?
      Już na starcie mogą ograniczyć plon rzepaku i jego jakość. Jak temu zapobiec?
      Elewarr wypowiedział się w sprawie wstrzymania skupu zbóż
      Zagrożenie ze strony omacnicy prosowianki wzrasta. Atakuje nie tylko kukurydzę!
  • Technika
      • CIĄGNIKI
      • MASZYNY
      • URZĄDZENIA
      Artykuł promocyjny Kubota M7004 z systemem TIM: Nowa era automatyzacji w rolnictwie
      Materiał partnera Czy słońce zasili gospodarstwa rolne? Finansowa analiza agroPV w rolnictwie
      Ten rolnik ma jeden z największych kombajnów w Polsce. Skosił 10 ha w godzinę
      Kiedy można używać drona do oprysków? Co mówią przepisy?
  • Prawo i finanse
      • VAT
      • EKONOMIKA
      • POMOC UNIJNA
      • PRZEPISY
      • WNIOSKI DO POBRANIA
      • KRUS
      • GIEŁDOWY RYNEK ROLNY
      Rolnicy zyskają więcej czasu na wyjście z tarapatów finansowych?
      Polska szuka chętnych do zablokowania umowy Mercosur. Z kim rozmawia?
      Egzekucja ciągnika rolniczego, gdy dłużnikiem jest jeden ze współwłaścicieli
      Prezydent zawetował nowelizację ustawy o środkach ochrony roślin
  • Sylwetki
  • Video
  • Dla domu
      • Kulinaria
      • Hotblog
      • Koła gospodyń wiejskich
      • Zdrowie
      Będzie zdobić ogród i odstraszać ślimaki wiele lat. Posadź ją jeszcze jesienią
      Mało osób zna tę odmianę hortensji. Oryginalna, łatwa w uprawie i odporna na mróz
      Kwitnie nawet 180 dni. Świetnie zastąpi pelargonie lub surfinie
      Niebieskie kłosy przyciągają wzrok. Może być największą ozdobą ogrodu lub tarasu
  • iEKO iLOGICZNIE
      • Ekologia z certyfikatem
      • Dobre praktyki w uprawie roślin
      • Zrównoważony chów zwierząt
      • Odnawialne źródła energii
      • Zdrowa żywność
      • Środki pomocowe
      Artykuł sponsorowany Fotowoltaika dla rolnika. Jak skorzystać z pomocy ekspertów PGE?
      Trzy duże nabory ARiMR jeszcze w tym roku. Wsparcie od 200 tys. do 1,5 mln zł
      Od tego zależy, ile można zarobić na biogazowni rolniczej
      Czy agrowoltaika może zagwarantować plony i przychody rolnika?
  • Wieści Rolnicze
  • Gniazdowscy. Weterynarze nie do zdarcia

Gniazdowscy. Weterynarze nie do zdarcia

Sylwetki 2 października 2019 07:00 Honorata Dmyterko
Gniazdowscy. Weterynarze nie do zdarcia
Źródło: H. Dmyterko
Na pytanie, czy uprawiają niebezpieczny zawód, pokazują liczne blizny, m.in. na rękach. - Zdarzyło mi się też dostać kopytem w twarz. Z bliska nie jest to nawet bardzo bolesne. Gorzej byłoby, gdyby koń zdążył wyprostować nogę - wspomina Maciej Gniazdowski. 
Spis treści:

    Na pytanie, czy uprawiają niebezpieczny zawód, pokazują liczne blizny, m.in. na rękach. - Zdarzyło mi się też dostać kopytem w twarz. Z bliska nie jest to nawet bardzo bolesne. Gorzej byłoby, gdyby koń zdążył wyprostować nogę - wspomina Maciej Gniazdowski. 

    Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

    Od zawsze żyli wśród koni. Obaj wybrali weterynarię - jeden zamiast wymarzonej zootechniki, a drugi - wychowania fizycznego. Dziś są właścicielami lecznicy w powiecie rawickim. Ale często zdarza się, że jeżdżą kilkaset kilometrów, by uratować jakieś zwierzę.

    Andrzej Gniazdowski, jak twierdzi - urodził się między końmi, bo jego tata był kierownikiem stadniny. - Pierwszy raz samodzielnie wsiadłem na konia mając 6 lat. Z czasem za to, że pozwolono mi jeździć konno, musiałem robić im opatrunki w zastępstwie za sanitariusza - wspomina. Najpierw chciał iść na zootechnikę. - Tata mi jednak wytłumaczył, że właściwie po weterynarii też mogę być zootechnikiem, ale odwrotnie to nie. Już na studiach otrzymałem stypendium, które musiałem odrabiać przez 3 kolejne lata - dodaje. I tak opiekował się stadninami w Łącku, Stubnie, Strzegomiu, Książu i Pępowie. - Za namową Macieja Świdzińskiego trafiłem do Golejewka, gdzie opiekowałem się stadniną przez 30 lat - wspomina. 

    Przeszło 50 lat weterynarzem

    W swojej karierze zawodowej Andrzej Gniazdowski organizował lecznicę weterynaryjną w Pakosławiu (1978 rok), Ośrodek Zwalczania Niepłodności Krów i Chorób Wymion w Rawiczu (1979 rok), pracował w Rejonowym Inspektoracie Weterynarii w Rawiczu, gdzie przez 8 lat pełnił funkcję kierownika (1988-1995). Obecnie wraz z synem Maciejem prowadzą własną lecznicę, założoną w 1996 roku. Podstawowym kierunkiem ich działalności jest leczenie zaburzeń rozrodu oraz położnictwo i inseminacja koni. Do dziś odwiedzają prywatne hodowle na terenie Wielkopolski, Dolnego Śląska i Ziemi Lubuskiej. Od 1999 roku lecznica ma swoją siedzibę w nowym budynku w Chojnie. - Mamy 10 boksów przeznaczonych na stacjonarne leczenie koni. Maciek po znajomości jeździ jeszcze leczyć bydło czy trzodę chlewną, ale ja skupiam się już tylko na koniach - mówi. Mając prawie 80 lat, Andrzej Gniazdowski nadal aktywnie wykonuje swój zawód. - Nawet jeśli od rana kiepsko się czuję, ale potem jadę 100 km do chorego zwierzęcia, to wracając dochodzę do wniosku, że tak właściwie już nic mi nie dolega. Towarzysząca mi w pracy adrenalina działa na mnie zdecydowanie leczniczo. Często mówią mi moi koledzy i hodowcy - jestem nie do zdarcia i chyba coś w tym rzeczywiście jest - śmieje się Andrzej Gniazdowski. 

    Połączył pasję do koni i sportu

    Podobnie, jak ojciec, Maciej Gniazdowski urodził się wśród koni. - Pierwszy raz z weterynarią Maciek spotkał się mając jakieś 3-4 lata. Żona pracowała zawodowo i pewnego dnia nie mieliśmy z kim go zostawić, więc wziąłem Maćka na bryczkę, bo wtedy to był mój środek transportu i pojechałem do jednej z podległych mi obór, gdzie trwał poród krowy. Siedząc na bryczce obserwował całą akcję i kiedy do niego wróciłem, zapytał mnie, gdzie schowaliśmy cielaczka, że wyszedł z krowy. I tym sposobem musiałem mu wszystko wytłumaczyć - śmieje się Andrzej Gniazdowski. 

    Od 1980 roku Maciej Gniazdowski uprawiał jeździectwo, a zaczynał w Stadninie Koni w Golejewku. Po maturze myślał o studiowaniu na AWF-ie. - Jednak tata z babcią tłumaczyli mi, że po weterynarii również mogę zajmować się hodowlą i zrobić kursy trenersko-instruktorskie. I tak 26 lat temu ukończyłem weterynarię na Akademii Rolniczej we Wrocławiu - wspomina. Podobnie jak ojciec jest lekarzem Polskiego Związku Jeździeckiego. W 2003 roku uzyskał tytuł specjalisty chorób koni. Jako lekarz serwisowy obsługiwał dwukrotnie Mistrzostwa Świata w Zaprzęgach. Jak wspomina, przez długi czas miał kontakt ze sportem konnym. Do 2015 był wyczynowym zawodnikiem. - Trzykrotnie brałem udział w Mistrzostwach Świata w Zaprzęgach Konnych. W 1985 roku zająłem 12. miejsce w Mistrzostwach Polski Juniorów WKKW, a w 1988 roku 8 - w rywalizacji indywidualnej, a drugie miejsce w drużynówce w Jeździeckich Akademickich Mistrzostwach Polski w Ujeżdżaniu - wspomina Maciej Gniazdowski. Sukcesów sportowych było znacznie więcej, m.in. dwukrotny srebrny medal w Pucharze Polski w Zaprzęgach Jednokonnych, 7. miejsce w Mistrzostwach Świata Zaprzęgów Jednokonnych Pony w Danii. Rywalizował również na Węgrzech i Słowacji. Dziś jest znanym w środowisku sędzią z uprawnieniami drugiej klasy zaprzęgowej. 

    Kopytem w twarz

    Na pytanie, czy uprawiają niebezpieczny zawód, pokazują liczne blizny, m.in. na rękach. - Pies czy kot może ugryźć albo podrapać, a koń może... kopnąć, ewentualnie ugryźć - mówi Maciej. - Pewne sytuacje trzeba też przewidzieć. Trzeba umieć się zabezpieczyć. Każdy z nas wozi w samochodzie pęto, dutki niekoniecznie, bo kawałek drewna i sznurka każdy gospodarz ma, a poza tym nie chcemy przenosić zarazków z konia na konia. Zdarza się, że nawet podany zastrzyk uspokajający nie przyniesie oczekiwanego efektu. Ostatnio jechałem do konia w okolice Kuźnicy Czeszyckiej, gdzie hodowca mi opowiadał, że był już u niego lekarz, ale w trakcie zabiegu dostał kopniaka od konia i kazał wzywać... Gniazdowskich - dopowiada Andrzej Gniazdowski. Przyznaje, że najbardziej na urazy narażone są ich nogi, zwłaszcza podczas poskramiania zwierzęcia. - Ale zdarzyło mi się też dostać kopytem w twarz. Z bliska nie jest to nawet bardzo bolesne. Gorzej byłoby, gdyby koń zdążył wyprostować nogę - wtrąca Maciej Gniazdowski. 

    Jak twierdzi Andrzej Gniazdowski, weterynarz to trudny zawód zwłaszcza dla kobiety. - Ale mam na myśli specjalizację w dużych zwierzętach. One nie są gorszymi specjalistami, bo pracując z praktykantami i stażystami widzę, że często są one zdecydowanie lepsze od chłopaków, ale w weterynarii dużych zwierząt nie można wyznaczyć sobie czasu na pracę i odpoczynek. Wszystko jest dobrze do momentu, kiedy dziewczyna nie wyjdzie za mąż i nie urodzi dziecka. Oczywiście są od tego wyjątki, jak Hania Rawecka, która doskonale potrafi wypełniać swoje obowiązki. Opiekując się dużymi zwierzętami nie da się nie odbierać telefonów. Widzimy to zwłaszcza w weekendy, kiedy gros lekarzy tak robi - podkreśla Andrzej Gniazdowski. Zgodnie twierdzą, że to praca 24 godziny na dobę. - Do dziś pamiętam moją pierwszą wigilię po ślubie. Rodzice pojechali do mojej siostry, a do nas przyjechała rodzina żony. Stół przygotowany, po domu roznoszą się świąteczne zapach, więc mówię: idę się kąpać i możemy zaczynać świętować. W tym momencie dostaję wezwanie do porodu. Na szczęście było blisko i bez komplikacji, więc wróciłem dość szybko - opowiada Maciej Gniazdowski, wspominając, że ich rodzinne wyjazdy na święta lub wakacje zawsze odbywały się z kilkugodzinnym opóźnieniem. - Nasze rodziny są już do tego chyba przyzwyczajone. Tu istotna jest wyrozumiałość naszych żon. Moja jest taka już od 55 lat - dodaje Andrzej Gniazdowski.  

    Setki kilometrów do pacjenta 

    Jak twierdzą Gniazdowscy, w tej chwili stworzyła się taka specyfika ich zawodu, że niestety ale muszą bardzo daleko jeździć do swoich pacjentów. - Nie da się być weterynarzem tylko w obrębie gminy czy powiatu, chociaż nasz powiat należy akurat do tych „bogatszych” w hodowców koni - twierdzi Andrzej Gniazdowski. Wspomina, że był okres, kiedy wypadało mieć konia i praktycznie każdy biznesmen go miał, bo samochód przestał już być na pokaz. - Z czasem moda na konie wielu osobom... minęła. Za to powstało więcej ośrodków rekreacyjnych, w których można pojeździć na koniu czy nawet postawić własnego. W parze z mniejszą ilością hodowców wydłużył nam się dojazd do klienta. Zawsze twierdziłem, że za Wisłę się nie wypuszczę, ale już mi się zdarzyło jechać do konia w okolice Warszawy. Czasami więcej czasu spędzamy za kierownicą niż przy zwierzęciu. Nasza średnia dzienna to 200-300 pokonywanych kilometrów - mówi Andrzej Gniazdowski. - Poniżej 800 km tygodniowo raczej nie schodzimy - wtrąca Maciej Gniazdowski. 

    Mając własną lecznicę, wyposażoną w salę operacyjną i zabiegową, przyjmują też konie na leczenie stacjonarne. - Są to zwierzęta, które wymagają dłuższego leczenia, np. ze stanami zapalnymi macic i wszelkiego rodzaju zabiegi chirurgiczne, które wymagają większego dozoru, a odległość od nas do hodowcy jest duża i w takiej sytuacji taniej wyjdzie właścicielowi zostawić zwierzę u nas. Jeśli to jest na przykład kastracja, gdzie trzeba podszyć kanał, robimy to u nas, bo musimy to robić we dwóch i przez 2-3 dni musimy nadzorować takiego konia - wyjaśnia Andrzej Gniazdowski. - Właściciel płaci 30 zł dziennie za postój konia u nas, a jeśli mamy inseminować klacz nasieniem mrożonym, to w ostatnim etapie wymagane jest badanie co 4 godziny. Jakby hodowca miał nam płacić za dojazd, to naprawdę to by się mu nie opłacało - dodaje młodszy z weterynarzy.

    Gniazdowscy przyznają, że Chojno jest ewenementem w skali kraju. - To jedyna wieś w Polsce, w której jest aż 3 lekarzy weterynarii o specjalizacji końskiej: ja z synem i Karol Andrzejewski - nasz były praktykant, a nie dawno było ich 4, bo mieszkała tu jeszcze Hania Rawecka. Mało tego, w Chojnie jest jeszcze dwóch innych weterynarzy - wyliczają. 

    Poradnik dla młodych lekarzy 

    Andrzej Gniazdowski jest autorem książki „Gdy koń zachoruje - poradnik dla młodych lekarzy weterynarii” wydanej w 2010 roku. - Często spotykając się z młodymi kolegami lekarzami, jak również z hodowcami koni, doszedłem do wniosku, że brak jest w naszym piśmiennictwie poradnika, który mówiłby o najprostszych objawach i schorzeniach najczęściej występujących w hipiatrii (dział weterynarii dotyczący leczenia koni – przyp. red.). Nie jest to podręcznik, ani skrypt dla studentów, bo jest w nim mało za mało szczegółów, a wiele schorzeń potraktowałem tylko wzmiankowo - mówi Andrzej Gniazdowski.

    Napisał do ministra

    W lutym 2016 roku Andrzej Gniazdowski zbulwersowany sytuacją w stadninach koni w Janowie Podlaskim i Michałowie, napisał list otwarty do Ministra Rolnictwa Krzysztofa Jurgiela. - Uznałem, że mam prawo do zajęcia stanowiska, gdyż przez 50 lat opiekowałem się stadninami koni i cały czas praktykuję - tłumaczy. - Z tego, co obserwowałem w czasie bytności w Stadninie Koni Janów Podlaski, to wyposażenie w sprzęt weterynaryjny i opieka stały tam na bardzo wysokim poziomie, co potwierdzał fakt, iż hodowcy bardzo wymagających stadnin z USA, Kuwejtu i innych krajów pozostawiały tam swoje konie pod opieką. Przyznaje, że szkoda, że przy takich posunięciach nie zważało się na zasługi i przydatność pracowników. - Mam porównanie, jak wyglądały tego typu przedsiębiorstwa w poprzednim ustroju i jak wtedy szanowano fachowców. W latach pięćdziesiątych szefem Centralnego Zarządu Hodowli Koni był pułkownik Stanisław Arkuszewski - osoba bez wykształcenia, oficer polityczny szwadronu kawalerii II Armii Wojska Polskiego - jednak bardzo mądry życiowo. W tamtych czasach do stadnin na dyrektorów i hodowców poprzyjmował ludzi, którzy swoim pochodzeniem nie odpowiadali tamtemu reżimowi, jednak znali się na hodowli i gospodarce. Zawsze tłumaczył: „Wiem, że swym pochodzeniem nie pasujecie do obecnego ustroju, ale wy jesteście od roboty, a ja od pilnowania, żeby nie zrobili wam krzywdy”. I tak było naprawdę. 

    „Weterynarze z sercem”

    Pod takim tytułem TVP emitowała w niedzielne przedpołudnia filmy, w których pokazana była opieka medyczna nad pacjentami klinik weterynaryjnych, zwierzętami w ogrodach zoologicznych, ośrodkach ratujących dzikie zwierzęta, stadninach koni, hodowlach, ośrodkach rehabilitacji osób niepełnosprawnych oraz służbach wykorzystujących w swej pracy zwierzęta, takich jak policja, siły zbrojne, jednostki ratownicze czy służby celne. W dwóch odcinkach zagrali... Gniazdowscy. - Wszystko za sprawą naszej klientki, u której był kręcony ten film. To było specyficzne doświadczenie - wspominają. Maciej leczył wielbłąda. - Żeby to nagrać, robiliśmy ujęcia chyba z trzy razy. Te kilka minut, które widzieliśmy w telewizji były kręcone cały dzień. To słońce przeszkadzało, to trzeba było powtarzać, bo w mikrofonie było słychać... pociąg – relacjonuje Maciej Gniazdowski. Z kolei senior Gniazdowski miał usuwać sarkoid (brodawka) w uchu. - Uprzedziłem ich, że w tym przypadku nie ma mowy o powtórce, bo nie da się wyciąć tego samego kilka razy - śmieje się Andrzej Gniazdowski. 

    Wspomina, że największym problemem reżysera był brak... torby lekarskiej. - A przecież dziś naszą torbą lekarską jest... samochód z dużym bagażnikiem. Dawniej - owszem wystarczyła torba. Dziś weterynarz wozi ze sobą wiele medykamentów i urządzeń, jak ultrasonograf, endoskop, czy rentgen - podkreśla Andrzej Gniazdowski. Sam najbardziej wierzy własnym rękom. - Żaden aparat nie zastąpi badania palpacyjnego, co bardzo trudno wytłumaczyć młodzieży. Dlatego też pogoniłem dwie studentki, które stwierdziły, że u mnie niczego się nie nauczą, bo nie mam nowoczesnego sprzętu elektronicznego. Ale nie pomyślały, żeby przyłożyć ten sprzęt, to najpierw trzeba wiedzieć gdzie. Poza tym są przypadki, kiedy żaden sprzęt nie wykryje choroby. Miałem przypadek, kiedy koń miał zrobione usg i rtg, a nadal kulał. Jak pojechałem, to się okazało, że ropa już mu wychodziła kopytem. I tu liczył się pomyślunek i palce - podkreśla.  

    Dziś na studniach brakuje praktycznych zajęć. Za moich czasów to mieliśmy na wydziale Burka - żywego konia, na którym uczyliśmy się podstawowych czynności, jak choćby podchodzenia do zwierzęcia. Niestety dziś większość młodych lekarzy na początku swojej kariery nie umie założyć sondy. W tej chwili nie ma też możliwości udostępnienia praktykantowi zwierzęcia, bo na ogół nie zgadza się na to jego właściciel, ale na czym ten adept ma się uczyć, jak nie na żywym organizmie. Za dawnych czasów w stadninach w Golejewku i Książu studenci mieli do tego zielone światło. Ja mam zaledwie czterech hodowców, u których student może zrobić koniowi zastrzyk. Czasami trzeba hodowcy wytłumaczyć, że nie ma ratunku dla konia. Trzeba mu uświadomić, ile taki zabieg może kosztować, a często są to niemałe pieniądze. Jeśli zabieg usunięcia skrętu jelit kosztuje kilka tysięcy i nie wiadomo jeszcze czym on się skończy, to może lepiej nie męczyć zwierzęcia i oddać je od razu do rzeźni.
    • Tagi:
    • weterynarze
    • zawód
    • Gniazdowscy
    • hodowla koni
    Honorata Dmyterko
    Podobne artykuły
    Inne hodowle

    Ma 21 lat i wyhodował kilka czempionów. "Zaczęło się od małego konika" [VIDEO]

    17 sierpnia 2025
    Bydło i mleko

    Rolniczka, co wie, jak rozpoznać ruję i zreanimować cielaka [VIDEO]

    8 marca 2025
    Inne hodowle

    Hoduje konie od 30 lat

    24 kwietnia 2022
    Trzoda chlewna

    Jak walczyć z ASF? - Wielkopolska Izba Rolnicza do ministra rolnictwa

    8 listopada 2021
    Trzoda chlewna

    Uchylenie stref niebieskich w kilku powiatach

    7 marca 2021
    Newsy

    Weterynarze: Psy i koty nie przenoszą koronawirusa

    17 marca 2020
    Newsy

    Wyciągali konia z bagna [ZDJĘCIA]

    4 marca 2020
    Newsy

    PROTEST! Lekarze weterynarii zablokują dziś drogi

    14 czerwca 2019
    Warto wiedzieć
    Sylwetki
    Jak żyć z dwuipółhektarowego gospodarstwa? Ona to wie [VIDEO]
    31 sierpnia 2025
    Choroby i szkodniki
    Złe wieści dla producentów kukurydzy. Tego szkodnika nie można teraz zwalczyć
    31 sierpnia 2025
    Zboża
    To powinieneś wiedzieć, zanim zasiejesz pszenicę. Ekspert wskazuje na 7 rzeczy
    31 sierpnia 2025
    Najnowsze
    Sylwetki
    Jak żyć z dwuipółhektarowego gospodarstwa? Ona to wie [VIDEO]
    31 sierpnia 2025
    Sylwetki
    Zboże zamienił na owoce. Czy się opłaciło zainwestować w sad?
    23 sierpnia 2025
    Sylwetki
    W grupie się opłaca. Można uzyskać dodatkowo kilkadziesiąt tysięcy rocznie
    21 sierpnia 2025
    Sylwetki
    Tę rasę wybrali dla pieniędzy. Jakie dopłaty i za ile można sprzedać sztukę?
    20 sierpnia 2025
    Sylwetki
    Obszański doradcą prezydenta ds. wsi. Tak wygląda gospodarstwo pana Tomasza
    19 sierpnia 2025
    Wieści Rolnicze
    Wieści Rolnicze
    Dane kontaktowe
    Wieści Rolnicze
    RP Digital Sp. z o.o.
    NIP: 5273128894
    REGON: 529596954
    tel. +48 627 47 15 31
    ul. Prosta 51
    00-838 Warszawa
    [email protected]
    Numer dyżurny -- 501 267 226
    Kategorie
    • Ceny Rolnicze
    • Newsy
    • Hodowla
    • Uprawy
    • Owoce i warzywa
    • Technika
    • Prawo i finanse
    • Sylwetki
    • Video
    • Dla Domu
    © 2025 WieściRolnicze
    • Redakcja
    • Reklama
    • Kontakt
    • Regulamin
    • Polityka prywatności
    • Prenumerata
    • Konkursy
    • Deklaracja dostępności