Nie ma drugiej takiej chlewni w Polsce
Wojciech Styburski to człowiek orkiestra: rolnik, doradca, prezes AgroIntegracji, która zajmuje się obsługą ponad 160 grup producentów trzody chlewnej, bydła opasowego, mleka, buraków cukrowych zbóż i rzepaku.
Biurowiec w budynku byłej chlewni
W firmie zatrudnia blisko 40 osób. Budynek administracyjny mieści się w zaadaptowanej chlewni w rodzinnym gospodarstwie.
- Tutaj się wychowałem i przede wszystkim uczyłem się produkować trzodę chlewną. W tym miejscu jako zrzeszeni w Wielkopolskim Związku Trzody Chlewnej, a potem w Polskim Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej produkowaliśmy materiał zarodowy trzody chlewnej loszki F1i loszki PBZ. W czasach świetności naszego gospodarstwa utrzymywaliśmy tutaj sto loch, produkowaliśmy tuczniki i przede wszystkim materiał zarodowy - mówi hodowca.
Obiekt był modernizowany, zautomatyzowano proces żywienia zwierząt.
Mieliśmy zainstalowany paszociąg, ale ten budynek ograniczał skalę hodowli. Zapadła decyzja o wstrzymaniu produkcji w oparciu o stado podstawowe. Postawiliśmy na tucz i integrację z producentami prosiąt - opowiada Wojciech Styburski, który w gospodarstwie pracuje od dzieciństwa.
- Pamięcią sięgam do dnia Pierwszej Komunii Świętej. Po uroczystej mszy świętej, obiedzie i zabawach na podwórku wszyscy moi rówieśnicy z klasy, pojechali do kościoła na zdjęcie z proboszczem, litanię i po pamiątkę. Mnie nie było, ponieważ miałem swoje krowy do wydojenia. Wtedy było utrzymywane stado zarodowe krów i każdy w gospodarstwie miał swój obowiązek. Wcześnie zaczynałem pracę i się z tego cieszę, bo przez te lata pracy zdobyłem doświadczenie i mogę się nim dzielić z innymi - odtwarza bohater naszego artykułu.
Od dzieciństwa pracował w gospodarstwie
Od najmłodszych lat żyje rolnictwem i wszystkimi innowacjami w branży. Podpatruje najnowsze rozwiązania i technologie.
- Moją rolą jako lidera w AgroIntegracji jest szukanie najskuteczniejszych i optymalnych rozwiązań do hodowli trzody chlewnej. Jeżdżę bardzo dużo po świecie, dużo podglądam, bardzo się tym interesuję. Koncepcja na chlewnie jest zbiorem doświadczeń, z którymi się spotkałem w Danii, Hiszpanii i Brazylii. Taki obiekt widziałem w Dani i był wykorzystany jako hangar lotniczy. To mnie bardzo zainspirowało pod kątem izolacji ścian i technologii. Z Hiszpanii i Brazylii przywiozłem rozwiązanie, jak przygotować się do bardzo wymagających warunków klimatycznych, bo coraz więcej mamy dni z bardzo wysokimi temperaturami. Szukałem rozwiązania, które połączy tego typu konstrukcje z optymalnym klimatem. Mamy boczną wentylację, ale przede wszystkim też tunelową w szczycie budynku. To są rozwiązania, które przywiozłem z Hiszpanii i z Brazylii, gdzie musimy być przygotowani na bardzo wysokie temperatury. Każda świnia będzie miała okazję poczuć morską bryzę i bardzo chłodne powietrze w momentach, kiedy będzie powyżej 30 stopni na zewnątrz. Tak powstała koncepcja obiektu - opowiada ze szczegółami prezes AgroIntegracji.
Pierwsza łukowa tuczarnia trzody chlewnej w Polsce
Budowa pierwszej łukowej w Polsce tuczarni świń kosztowała 1,5 mln zł. W nietypowym obiekcie jest kilka nowoczesnych systemów: odprowadzania gnojowicy, zarządzania światłem, grzania oraz sterowania wentylacją tunelowa. Chlewnia jest przygotowana na tysiąc tuczników. Hodowca chciał zapewnić zwierzętom, jak najlepsze warunki i dlatego w obiekcie znajduje się 590 sztuk. Kojce są przygotowane na 22 tuczniki, a przebywa w nich 14.
- Posiadają bardzo dużo miejsca i mają zapewniony bardzo wysoki dobrostan i komfort - podkreśla Wojciech Styburski. - W warunkach dobrostanu zwierzęta przybierają bardzo dynamicznie i ponad przeciętnie na wadze - akcentuje.
Tucz świń trwa około 70 dni.
- W skali roku będą cztery tucze - zaznacza hodowca. Zapewne dobrze na wzrost świń i ich zachowanie wpływa muzyka klasyczna, która leci z głośników. Zwierzęta mają także do dyspozycji drewniane zabawki. W chlewni wyznaczono dwa kojce na izolatkę - szpital.
- Tutaj się znajdują zwierzęta, które są leczone. Mają defekty w narządach ruchu albo miały wykonaną stomię. Doskonale dochodzą do siebie, mają dużo miejsca, są zaopiekowane. Szpital jest zlokalizowany zaraz przy samym wejściu po to, żeby obsługa w pierwszej kolejności kierowała na nie uwagę - opowiada Styburski
„W kryzysie świńskim i tak zarabiamy”
Wojciech Styburski jest jednym z niewielu rolników, którzy uważają, że hodowla tucznika przynosi zysk. Jak uzyskuje opłacalność?
- Trzeba być specjalistą i cały czas optymalizować wynik produkcyjny: przyrosty, zużycie paszy. Ta hodowla jest prowadzona w systemie bezantybiotykowym, nie mamy tutaj żadnej metafilaktyki. Jak już wcześniej wspominałem bardzo mocno stawiamy na dobrostan. Suma tych wszystkich czynników daje nam co najmniej opłacalność na niskim poziomie, bo jesteśmy dzisiaj w dołku cenowym, w kryzysie świńskim, ale tak i tak zarabiamy. To dzisiaj, że przetrwamy na bardzo niskim dochodzie pozwoli nam na pewno zarabiać w perspektywie czasu - tłumaczy rozmówca „Wieści Rolniczych”. (materiał był realizowany w listopadzie - przyp. red.)
Tucz jest prowadzony na podstawie system QAFP i dlatego hodowca może liczyć na dofinansowanie blisko 120 zł do sztuki.
- Pracujemy w krótkim łańcuchu produkcyjnym. Warchlaki, które tutaj tuczymy, pochodzą ze stada oddalonego do 100 km od naszych przyjaciół z AgroIntegracji. Te świnie będą objęte także pomocą finansową w ramach ekoschematu dobrostan zwierząt. Pomimo tak niskiej opłacalności, ale biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, na pewno zarobimy - podkreśla Styburski.
Tucz zwierząt jest staranie zaplanowany. Obsługą stada zajmuje się jedna osoba. Nad hodowlą czuwa również grupa specjalistów: lekarz weterynarii, zootechnicy, żywieniowcy.
- Tworzymy konsylium, które pozwala cały czas skutecznie i racjonalnie podejmować decyzje w zakresie kreowania całego cyklu produkcyjnego - podkreśla prezes AgroIntegracji.
Hoduje również bydło
Oprócz tuczu świń Wojciech Styburski zajmuje się także hodowlą bydła opasowego, ma 100 sztuk byków. Kupuje odsadki od zintegrowanych producentów żywca wołowego z okolic Kłodzka. Na blisko 60 hektarach uprawia głównie zbożem. Gospodarstwo jest wyposażone w podstawowe maszyny: ciągniki rolnicze, przyczepy, ładowarkę teleskopową. Część prac polowych zleca zewnętrznej firmie.





























