Zanim chwycisz za sekator. To może uratować twoje jabłonie i grusze
Choć za oknem panuje zima, a drzewa znajdują się w stanie spoczynku, to właśnie teraz jest najlepszy czas na przygotowanie strategii ochrony przed tym patogenem. Specjaliści alarmują, że choć grzyb ten bywa uznawany za oportunistę, jego znaczenie w polskich sadach drastycznie rośnie, prowadząc do nieodwracalnych szkód zwłaszcza w młodych nasadzeniach.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Podstępny sprawca nekroz kory
Grzyb atakuje przede wszystkim osłabione organizmy, ale coraz częściej uderza z dużą siłą w zdrowe, młode drzewka, chodzi o grusze i jabłonie.
- Diaporthe eres to polifagiczny patogen powodujący raka przewodnika, nekrozę kory oraz zamieranie pędów korony, zarówno na jabłoni, jak i na gruszy - czytamy w komunikacie Instytutu.
Objawy na drewnie
Podczas przeglądu młodych sadów, należy bacznie przyglądać się miejscom strategicznym dla budowy drzewa. To właśnie tam najłatwiej dostrzec pierwsze symptomy obecności patogenu.
- Objawy widoczne są najczęściej na młodych drzewach. Zazwyczaj w obrębie miejsca szczepienia, śladów po cięciu lub blizn poliściowych rozwijają się zapadnięte nekrozy. Porażone gałęzie zamierają. Na pniach w miejscach porażenia często dochodzi do łuszczenia kory - podano w komunikacie IOR-PIB.
Specjaliści zwracają uwagę na jeszcze jeden istotny szczegół, który można zaobserwować na zainfekowanej tkance: - Na korze w miejscach nekroz mogą pojawiać się ciemne zagłębione w korę piknidia grzyba. Są to struktury, w których dojrzewają zarodniki gotowe do infekcji, gdy tylko warunki pogodowe staną się sprzyjające.
Cykl życiowy i „uśpione” zagrożenie
Zimą patogen nie znika z sadu. Czeka na odpowiedni moment, bytując w tkankach lub na powierzchni kory, co czyni go wyjątkowo trudnym przeciwnikiem.
- Patogen może zimować jako endofit w tkankach żywiciela lub saprofitycznie na korze drzew. D. eres jest grzybem monocyklicznym. Oznacza to, że przechodzi on tylko jeden cykl infekcji w każdym sezonie wegetacyjnym rośliny żywicielskiej - wyjaśnia IOR-PIB.
W komunikacie zaznaczono również, że grzyb wytwarza dwa typy zarodników, z czego rola jednego z nich wciąż pozostaje tajemnicą: - W piknidiach wytwarza dwa typy zarodników konidialnych: alfa (α), które powodują infekcje, oraz zarodniki beta (β), których rola nie została jeszcze do końca poznana”.
Ważna profilaktyka
Zima to okres, w którym wielu sadowników decyduje się na prześwietlanie koron. W kontekście Diaporthe eres, higiena tych prac oraz wybór odpowiedniego momentu mają kluczowe znaczenie, by nie stać się „pomocnikiem” patogenu w rozprzestrzenianiu choroby.
- Należy wycinać porażone gałęzie z zapasem zdrowej tanki, tak by nie mogły się na nich rozwijać piknidia stanowiące źródło infekcji. Unikać prac związanych z cięciem drzew w czasie wilgotnej pogody - radzą eksperci na Platformie Sygnalizacji Agrofagów.
Ponadto, specjaliści podkreślają konieczność radykalnych kroków w przypadku silnego porażenia: - Obumarłe drzewa usuwać z sadu wraz z pniem.
Brak chemicznego ratunku
Ostrzeżenia płynące z Instytutu są tym bardziej palące, że sadownicy nie dysponują obecnie skuteczną „kołem ratunkowym” w postaci oprysków. Walka z D. eres opiera się niemal wyłącznie na działaniach zapobiegawczych i usuwaniu mechanicznych źródeł infekcji.
- Obecnie nie ma zarejestrowanych w Polsce fungicydów do zwalczanie choroby - podaje IOR-PIB w swoim opracowaniu.
Taka sytuacja sprawia, że czujność w okresie zimowym i rygorystyczne przestrzeganie zasad higieny cięcia stają się jedyną barierą chroniącą polskie sady przed gwałtownym zamieraniem drzew.
- Tagi:
- jabłonie
- grusze
- nerkozy kory





























