Pług czy uproszczenia? System uprawy okiem fitopatologa
Podczas styczniowej konferencji z cyklu „Farmer w regionie” w Uniejowie, dr hab. Marta Damszel z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie podzieliła się z rolnikami swoimi spostrzeżeniami na temat wpływu agrotechniki na zdrowotność łanu. Jednym z kluczowych wątków jej wystąpienia była analiza systemów uprawy roli w kontekście gromadzenia się form przetrwalnikowych grzybów oraz narastającej odporności agrofagów na stosowane substancje aktywne.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Elastyczność zamiast dogmatów
W dyskusji o wyższości jednego systemu nad drugim, zdaniem prelegentki, brakuje często elastyczności. Ekspertka zaznacza, że nie jest zwolenniczką skrajnego przywiązania do jednej metody tylko dlatego, że była ona stosowana w gospodarstwie od pokoleń. - To też trzeba dostosować do warunków, które są obecne na stanowisku uprawy, bo może być w obrębie jednego dużego gospodarstwa jedna działka robiona tak, a druga w systemie płużnym i tego będzie wymagała sytuacja - podkreślała dr hab. Marta Damszel.
Według ekspertki, z punktu widzenia fitopatologa, kluczowe jest, aby system uprawy nie stymulował zachowania „banku form przetrwalnikowych, grzybni i patogenów”. W systemach bezpłużnych, gdzie resztki pożniwne zostają na powierzchni, ryzyko infekcji wzrasta, co często zmusza rolników do intensyfikacji ochrony chemicznej, by zrekompensować brak orki.
Głębokość uprawy a przeżywalność patogenów
Prelegentka zwróciła uwagę na techniczny aspekt systemów bezorkowych, a konkretnie na głębokość pracy narzędzi. Jak podaje prelegentka, odpowiednia głębokość (do 20 cm) może pomóc w walce z takimi patogenami jak szara pleśń czy zgnilizna twardzikowa. - Jeśli wyniesiemy na powierzchnię gleby [skleroty], to UVA i UVB je będą inaktywowały w znacznej części. Jeśli głębiej trafią, to nie wykiełkują w apotecja - owocniki, z których to inoculum potencjału infekcyjnego jest uwalniane na stanowisku uprawy - wyjaśniała ekspertka.
Pułapka odporności i ograniczenia integrowanej ochrony
Zdaniem prelegentki, system bezpłużny wymaga perfekcyjnie skonstruowanego płodozmianu. W przeciwnym razie rolnik mierzy się z imponującym bankiem nasion chwastów oraz narastającą odpornością grzybów i szkodników. Jak podaje pani doktor, sytuacja, w której „aplikujemy środki ochrony roślin ciągle, a one nie działają”, wynika często z nadużywania tych samych substancji aktywnych, co prowadzi do nabywania odporności przez agrofagi.
W kontekście obowiązującego systemu integrowanego, ekspertka przypomniała, że nie ma już miejsca na zabiegi profilaktyczne. Problem polega jednak na tym, że biologia niektórych chorób, jak septoriozy, wyprzedza procedury. - Ten grzyb już jest w roślinie i inkubuje się tam około nawet 14 do 21 dni i w momencie, kiedy my poczekamy z zabiegiem na objawy typowe i specyficzne (...) to już jest pozamiatane. Tego liścia flagowego i podflagowego w ciągu tygodnia nie będzie - ostrzegała dr hab. Marta Damszel.
Wyzwania na nowy sezon
Przed nadchodzącym sezonem i siewami jarymi, rolnicy muszą brać pod uwagę nie tylko termin siewu czy dobór odmiany, ale i precyzyjny dobór substancji aktywnych, których na rynku jest coraz mniej. Według ekspertki, kluczowe będzie także ewentualne dokrzewianie roślin, które może pomóc w budowaniu odporności na prognozowane susze.
Jak podsumowała prelegentka, w nowoczesnej uprawie nie ma miejsca na schematy - każda decyzja o wjeździe pługa czy agregatu bezorkowego musi być poparta analizą tego, co dzieje się w glebie i jakie zagrożenia patogeniczne „zostawiamy” na stanowisku dla kolejnych roślin.




























