Nie ma się, co cieszyć. Najgorsze może dopiero nadejść [RZEPAK EKSPERCKIM OKIEM]
Mimo że zima powoli odpuszcza, a pokrywa śnieżna na większości pól zdążyła już zejść, Juliusz Młodecki, rolnik z Radzicza (woj. kujawsko-pomorskie) i zarazem prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych, apeluje o wstrzemięźliwość w stawianiu ostatecznych diagnoz co do stanu przezimowania rzepaku. Choć pierwsze obserwacje napawają optymizmem, o pełnym sukcesie będzie można mówić dopiero wtedy, gdy odpuści zmarzlina, która w niektórych regionach sięga nawet 80 cm w głąb profilu glebowego.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Dobre przygotowanie fundamentem kondycji rzepaku
Wstępne analizy wskazują, że większość plantacji przetrwała mrozy w dobrej kondycji. Fundamentem tej sytuacji było prawidłowe przygotowanie roślin do spoczynku. - Rzepaki na ogół były dobrze rozwinięte, z wykształconą rozetą, co jest pierwszym pozytywnym elementem - wskazuje Juliusz Młodecki. Co niemniej ważne, rośliny miały czas na naturalne zahartowanie się. Stopniowe spadki temperatur na początku grudnia przerwały wegetację w odpowiednim momencie, oszczędzając uprawom szoku termicznego, który w poprzednich latach bywał główną przyczyną strat.
Zastoiska wodne: problem lokalny, nie globalny
Obecnym problemem, który rzuca się w oczy podczas lustracji pól, są rozlewiska. Przy zamarzniętym gruncie roztopiona woda nie wsiąka, lecz spływa do zagłębień terenu. Choć sytuacja ta utrudnia poruszanie się po polu, prezes KZPRiRB uspokaja, że zagrożenie ma charakter lokalny. Dopóki woda nie stoi na roślinach dłużej niż 10 dni, nie powinna wyrządzić większych szkód. - Wymarznięcie dotyczy całej plantacji, natomiast zastoiska są punktowe - wyjaśnia rolnik.
Przedwiośnie - najtrudniejszy egzamin dla roślin
Z perspektywy praktyka, najbardziej niebezpieczny moment dla rzepaku właśnie się zaczyna. Doświadczenie uczy, że rzepak najczęściej wymarza nie w środku „klasycznej” zimy, lecz właśnie na przedwiośniu. To okres, w którym wydłużający się dzień budzi rośliny do życia, a ich odporność na mróz gwałtownie spada. Największym zagrożeniem są teraz silne wahania temperatur między słonecznym dniem a mroźną nocą. - Na to nie ma lekarstwa: ani w odmianach, ani w nawożeniu. Musimy po prostu bacznie obserwować to, co dzieje się na polach - podkreśla Młodecki.
Szkodniki czas na fakty, nie futurologię
Nasz rozmówca zdecydowanie odcina się od pojawiających się głosów o wczesnej presji szkodników, uznając je raczej za narrację firm handlujących insektycydami niż realne zagrożenie. Podkreśla, że mamy w tym roku normalną zimę, a w takich warunkach mówienie o nalotach chowacza jest zupełnie nieuzasadnione, ponieważ szkodniki te w zimie po prostu nie żerują. Zdaniem prezesa KZPRiRB, dopóki ziemia na dobre nie rozmarznie, nie ma mowy o żadnej aktywności insektycydowej, a rolnicy nie powinni bawić się w futurologię na podstawie niepewnych, długoterminowych prognoz, lecz czekać na faktyczne ruszenie wegetacji.





























