Dzięki temu producenci ziemniaka mogą przerwać. Niby nic wielkiego, a znaczy bardzo dużo
O tym, jak przebiegał miniony rok, które odmiany najlepiej poradziły sobie w doświadczeniach i dlaczego w nadchodzącym sezonie strategia odmianowa może okazać się ważniejsza niż kiedykolwiek, opowiadają eksperci Centralnego Ośrodka Badania Odmian Roślin Uprawnych w Słupi Wielkiej - dr Tomasz Lenartowicz oraz Joanna Paczocha.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Pogoda z „hamulcem” i wielkie odbicie
Początek wegetacji nie napawał optymizmem. - Sezon 2025 w ziemniaku pokazał dość typowy dla ostatnich lat scenariusz: początek wegetacji z chłodami, licznymi przymrozkami, ograniczeniami wilgotnościowymi, a następnie poprawa warunków w kluczowym okresie budowania plonu - wyliczają dr Tomasz Lenartowicz i Joanna Paczocha. Eksperci podkreślają, że w skali kraju przełożyło się to na wyższe plony w produkcji i wyraźnie lepsze wyniki w doświadczeniach Porejestrowego Doświadczalnictwa Odmianowego COBORU w porównaniu z trudniejszym rokiem 2024. Jednak, jak zaznaczają eksperci, zeszły rok potwierdził nową prawidłowość: - O wyniku coraz częściej decyduje nie tylko „ile spadło”, ale kiedy i gdzie spadło.
Perspektywa produkcji polowej była ściśle uzależniona od przejścia od suchego kwietnia do bardziej wilgotnego lata. Według przedwynikowych szacunków GUS, plony oszacowano na 318 dt/ha, czyli o ok. 5% więcej niż rok wcześniej. Całkowite zbiory oceniono na ok. 6,8 mln ton, co stanowi wzrost o blisko 15% rok do roku. - W tym samym dokumencie zwrócono uwagę, że wzrost areału wiązano m.in. z korzystną koniunkturą na rynku ziemniaków jadalnych w poprzednim sezonie co było wyrażone przez poziom uzyskiwanych przez rolników cen (1 do 1,5 zł za kg) - informują Joanna Paczocha i dr Tomasz Lenartowicz.
Wydajność na tle Europy i pułapka cenowa
Choć rok 2025 był dla Polski udany, materiały zestawiające nas z kluczowymi producentami w Europie Zachodniej (Niemcy, Francja, Belgia, Holandia) pokazują, że wciąż dzieli nas dystans pod względem wydajności. Podczas gdy Polska przy areale ok. 211 tys. ha osiągają wydajność rzędu 33 t/ha, kraje grupy EU-4 w dobrych warunkach operują na poziomach 43-45 t/ha.
Niestety, wysoka podaż w kraju i u sąsiadów doprowadziła do rynkowego tąpnięcia. - Wyższe plony w Polsce i Europie zachodniej, bardzo ograniczony eksport do krajów wschodnich to katastrofa na rynku cen dla odmian przeznaczonych do konsumpcji bezpośredniej. Ceny spadły do średniego poziomu 20 groszy za kilogram i wielu producentów nie ma zbytu, a jego horyzont jest bardzo odległy - zwracają uwagę dr Tomasz Lenartowicz i Joanna Paczocha. W tej trudnej sytuacji stabilizację przyniosły kontraktacje. Produkcja pod przemysł frytkarski i chipsowy „dość ratuje kondycję gospodarstw”, oferując stawki do 1,30 zł za kilogram. Również sektor skrobiowy przyniósł ulgę wielu rolnikom. Jak wskazują Paczocha i dr Lenartowicz: - Dla wielu producentów kontraktacje dla przemysłu skrobiowego przyniosły ulgę w trudnym 2025 roku, ponieważ można było uzyskać średnio 40 groszy za kilogram przy wymaganym poziomie skrobiowości. Sam sektor skrobiowy (odmiany wczesne i średnio wczesne) zanotował wyraźny progres - wzorzec plonu skrobi wzrósł z 68,4 do 82,6 dt/ha, a plon bulw z 363 do 436 dt/ha.
Odmiana jako fundament strategii 2026
Wyniki doświadczeń PDO 2025 rzucają światło na to, jak różnie reagują odmiany w zależności od technologii. W zbiorze po 40 dniach od wschodów wzorzec plonu handlowego wyniósł 218 dt/ha (wobec 258 dt/ha w 2024), co było efektem trudnego startu. Tu najlepiej zaprezentowała się Colomba. Jednak przy zbiorze końcowym wyniki były znacznie lepsze od ubiegłorocznych - wzorzec plonu handlowego wyniósł 417 dt/ha (rok wcześniej 384 dt/ha). Imponujące rezultaty odnotowała odmiana Impresja (591 dt/ha ogólnego i 547 dt/ha handlowego.). - W grupie odmian wczesnych wzorzec plonu ogólnego wyniósł 489 dt/ha w 2025 r. wobec 421 dt/ha w 2024, a handlowego 463 vs 395 dt/ha. W prezentowanych wynikach w grupie średnio wczesnej z dobrej strony zaprezentowały się Astana i Meluzyna oraz średniopóźna Jelly - relacjonują eksperci.
Przystępując do planowania nowego sezonu, plantatorzy powinni wystrzegać się błędów z minionego roku. Dr Tomasz Lenartowicz ostrzega przed pozornymi oszczędnościami: - Wysokie ubiegłoroczne (ceny z 2024 r. - przyp. red.) ceny i szukanie alternatywy dochodu w gospodarstwie przyczyniły się do wzrostu uprawy, nawet niejednokrotnie kosztem użycia ziemniaków z własnego rozmnożenia, co skutkuje ryzykiem uprawy. Różnice w plonowaniu pokazują, że strategia produkcji na „młody ziemniak” wymaga stabilnego startu, a odmiany muszą być dobierane pod kątem jakości handlowej i zdrowotności. - Na przednówku sezonu 2026 trzeba mieć nadzieję, że Polacy nadal będą sympatykami tych podziemnych pomarańczy, a ceny ich sprzedaży będą przynosić korzyści dla uprawiających – podsumowują eksperci.





























