Przełom w branży produkcji świń. Kluczowym miesiącem ma być czerwiec
Jakie działania należy podejmować, by ratować rynek trzody chlewnej? Jakie są prognozy dla cen świń? Co jest największym zagrożeniem dla sektora produkcji trzody chlewnej? Do jakich krajów Polska powinna eksportować wieprzowinę? Jak branża walczy z betonem biurokratycznym w zakresie stawiania chlewni? O tym podczas targów Ferma rozmawiamy z Bartoszem Czarniakiem z Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej „POLSUS”
Muszą obalać kłamstwa na temat produkcji mięsa
Jesteśmy po konferencji, na której wyraźnie wybrzmiało, że rolnicy są kiepskimi marketingowcami. Zgadza się Pan?
Niestety to prawda. Powiedzmy w ten sposób: jeden człowiek nie może być od wszystkiego. Ja jestem przede wszystkim rolnikiem, przede wszystkim hodowcą. Przy okazji działam w związku. Nie mogę być jeszcze marketingowcem i do tego są potrzebne osoby, które mają odpowiednią na ten temat wiedzę. Musimy zadbać o odpowiedni marketing, nazwijmy to „kontrmarketing”, ponieważ jest wiele organizacji antyhodowlanych, antyzwierzęcych, które zwyczajnie kłamią na temat tego, jak produkujemy żywność i co jest w tym składzie danych wyrobów.
Ale to uświadamianie jest w waszym interesie. Zatem nie mogłyby organizacje zrzeszające hodowców wysupłać odpowiednich sum, by takich lobbystów pozyskać?
Tutaj się zgadzam jak najbardziej. Między innymi tworzymy po to strategię wieprzowiny, aby też i ten problem w końcu wybrzmiał pomiędzy naszymi związkami. Jesteśmy z grupą Bogusia Prałata, z POL-PIG-iem, stowarzyszeniem wędliniarzy RP, Polskim Mięsem oraz UPEMI w jednej grupie, która nazywa się Polskie Forum Wieprzowiny i tworzymy strategię. I to musi się znaleźć w zapisach, abyśmy, my jako grupa, w której interesie jest to, żeby nie było takich przekłamań, tworzyła niejako budżet, który by pozwolił z nimi walczyć. Chociaż to się też odbywa na bieżąco cały czas m.in. z Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego.
Przełom w sektorze produkcji świń już jest
O strategii słyszymy już od wielu, wielu lat. Kiedy będzie przełom? Kiedy ten dokument powstanie?
Przełom już jest, ponieważ dostaliśmy, nazwijmy to, błogosławieństwo ministerstwa. Jesteśmy na łączach z ministerstwem. Konsultujemy nasze propozycje, to, co jest realne by zrobić na teraz, co jest realne, by zrobić w najbliższej przyszłości i co trzeba rozłożyć na następne lata. Po to tworzona jest ta strategia, abyśmy w końcu zrobili taką mapę drogową, gdzie nie będzie tylko i wyłącznie kierunek rozwoju branży, ale przede wszystkim kierunek legislacji, która będzie ten rozwój wspomagała, żeby to nie było hamowane. Przy dobrych wiatrach, taki mamy terminarz, dokument będzie gotowy do końca czerwca tego roku. Jak wyjdzie? Zobaczymy.
Ile lat zakłada ta strategia?
To jest około dziesięcioletni okres i zakładamy, że trzeba potem zrobić kolejny. Dlatego że nie jesteśmy w stanie przewidzieć na chwilę obecną dłuższej perspektywy. Nie wiemy, jak to wszystko będzie rozwijało.
Takie strategie, poza Polską, mogą powstawać też w innych państwach. Bardzo intensywnie rozwija się Brazylia chociażby. Bardzo intensywnie rozwija się Rosja. Musimy też brać to pod uwagę w ewentualnych przyszłych rozmowach, ewentualnych przyszłych planach, aby te zagrożenia pochodzące z tych chociażby dwóch państw móc zrealizować. A przecież za granicą mamy Ukrainę, która też bardzo mocno inwestuje w rozwój swojej produkcji i też musimy mieć to na uwadze, nie tylko w kontekście Unii Europejskiej, ale przede wszystkim Polski, dlatego że jesteśmy najbliższym sąsiadem tego państwa.
Ukraina może zagrozić polskiej produkcji świń
Właśnie w kontekście Ukrainy chciałabym poruszyć wątek importu warchlaka. 7,5 miliona warchlaków importujemy w ciągu roku. W tej chwili pojawiają się sygnały o tym, że tego warchlaka brakuje. Wykupują go inne kraje - m.in. Włochy. Co się stanie w momencie, kiedy Ukraina wzmocni się i to ona będzie tym potencjalnym pierwszym nabywcą warchlaków z Danii?
Przede wszystkim na Ukrainie, z tego co wiem, jest inwestycja duża w produkcję zarodową. Produkcję prosiąt i tuczników, robienie cyklu zamkniętych, a nie branie z zewnątrz.
A więc inwestycje w samowystarczalność.
Dokładnie. Ważna jest jednak jedna rzecz. W Ukrainie nie mamy za bardzo gospodarstw rodzinnych. Tam są głównie holdingi. Holdingi, które należą do koncernów zagranicznych. Jeżeli jakieś państwo zachodnie, na przykład Dania – zacznie u siebie ograniczać ilość świń w związku z pewnymi środowiskowymi wymaganiami, to będzie szukało miejsca, gdzie będzie mogło tę produkcję kontynuować. Może zatem chcieć przenieść ją na przykład na swoje fermy holdingowe w Ukrainie. To jest moja taka dywagacja czysto teoretyczna. Nie mam żadnych informacji, by tak było faktycznie.
Ale taki scenariusz może się zrealizować. I co wtedy z Polską?
Właśnie. My na chwilę obecną jesteśmy bardzo uzależnieni od warchlaka. 40% ubijanych świń w Polsce pochodzi z warchlaka importowanego – nie z ferm krajowych.
I to będzie się pogłębiać w najbliższych latach?
Właśnie po to tworzona jest strategia i po to idziemy w tym kierunku, żeby ten łańcuch urwać, abyśmy przestali importować, tylko zaczęli produkować u siebie sami. Od wielu lat się o tym mówi, a teraz w końcu branża zebrała się i powiedziała: nie możemy czekać na to, by powiedzieć do ministerstwa „proszę coś z tym zróbcie”. Nie! To my musimy dawać propozycję i musimy rozmawiać ze stroną rządową, nieważne kto by to był, aby zrealizować ten cel. Nie zwiększymy tutaj produkcji tucznika, bo to nie jest konieczne na chwilę obecną. Obecnie priorytetem jest odbudowanie pogłowia loch i uniezależnienie się w maksymalnym stopniu od importu żywych zwierząt z zewnątrz.
Co zawierają prognozy dziesięcioletnie, jeżeli chodzi właśnie o pogłowie loch w Polsce?
Zakładamy to, że uda nam się odbudować.
Do jakiego stopnia?
Do takiego, żebyśmy byli samowystarczalni jeżeli chodzi o produkcję warchlaka.
Problemy z uzyskaniem pozwoleń na budowę chlewni
Plany ambitne. Będzie to wiązało się ze sporymi nakładami środków z budżetu państwa?
Apeluję, by w pierwszej kolejności nie rozmawiać o finansach. Dlaczego? Już mieliśmy wiele programów, gdzie była dofinansowana produkcja loch. Chodzi mi o programy agencyjne, gdzie było dofinansowanie do budowy chlewni na lochy. I zauważmy że często te finanse nie były do końca wykorzystane. Dlaczego? Nie ze złej woli rolników, tylko dlatego że były problemy chociażby z uzyskiwaniem pozwoleń na budowę. Tu - w pierwszej kolejności - musimy zadziałać tak, żeby rolnicy indywidualni mieli faktycznie realną szansę na uzyskanie pozwolenia albo przynajmniej informacji czy jest szansa, żeby w najbliższych dwóch latach zacząć o tym myśleć. Jeżeli będzie przeciągało się na kolejne 6 lat to rolnicy będą rezygnować z budowy chlewni.
Czy branża toczy realne rozmowy z odpowiednimi resortami odpowiedzialnymi za tę legislację?
Jeszcze się one nie zaczęły. Na razie tylko konsultujemy i w najbliższym czasie wybieramy się właśnie do ministerstwa, żeby nasze pierwsze propozycje pierwszych modułów, które opracowujemy, z nim przedyskutować, jak należy podejść legislacyjnie, gdzie byśmy musieli iść dalej i które ustawy ewentualnie zmienić. Po to jest ta konsultacja ze stroną rządową, będzie też z innymi ministerstwami, niż resort rolnictwa, żebyśmy mogli konkretnie zaproponować zmiany i o nich rozmawiać z odpowiednimi osobami.
Trudności związane z inwestowaniem w chlewnie to nie tylko problemy związane z pozyskiwaniem odpowiednich dokumentów związanych z budową, ale też często protesty ze strony środowisk i niestety w złym kierunku to wszystko się toczy. Ustawa o funkcji produkcyjnej wsi wyprostuje to?
Nie wiem czy wyprostuje, ale na pewno nie pogorszy. Tutaj chodzi o to, że musimy zacząć działać w tym kierunku. Nawet jeżeli dane rozwiązania, w tym momencie, nie wydają się idealne, to jednak jakieś rozwiązania, nad którymi można dalej pracować, by to poprawiać, już są wartością dodaną.
Co jest w tej chwili największym zagrożeniem dla sektora trzody chlewnej?
Mi się wydaje, że jest to zbyt duża zależność od rynku europejskiego. Obecnie jakakolwiek czkawka w Europie u nas jest bardzo mocno odczuwalna. Przykład: wyskoczył ASF w Hiszpanii Ceny u nas poszły poniżej ceny niemieckiej, ponieważ ponad 70% polskiego eksportu idzie na rynki unijne. My musimy mieć jak najwięcej rynków trzecich, mogą być rozproszone, ale wartość rynku unijnego powinna być mniejsza.
Indie dobrym kierunkiem eksportu polskiego mięsa
To znaczy że ta dywersyfikacja jest tutaj istotna?
To jeden z najważniejszych punktów, ponieważ zapewnia stabilizację. A to, co najbardziej rolników denerwuje w produkcji trzodowej, jest brak stabilizacji. Są ogromne górki. Zauważmy, na początku stycznia cena w klasie E wynosiła maksymalne 5,35-5,40 zł/kg. Obecnie jest to około 6,70 zł/kg. O 1,5 zł w ciągu miesiąca. To nie jest różnica 2-3%, to różnica ponad 20%. Jest to kolosalna huśtawka, która tak naprawdę ludzi odstrasza od produkcji.
Ale czy górki i dołki to nie jest nieodłączny element tej gałęzi produkcji?
Tak, ale po pierwsze, nie tak ostre, w sensie 20% czy nawet 30% i nie w tak szybkim w tempie. Co innego gdyby to była górka na zasadzie 20% w ciągu 3 miesięcy, a co innego te 20% w ciągu paru tygodni.
Wspomniał pan o rynkach trzecich. Czy istnieje zagrożenie, że te, które aktualnie posiadamy, będą się kurczyć, z uwagi na to, że same budują swoje chlewnie, same zwiększają produkcję?
Jest to możliwe. I to dzieje się. Dlatego tak ważna jest jak największa dywersyfikacja i jak najwięcej rynków zbytu.
W które rynki powinniśmy zatem celować?
Rozwijające się. Te, które mają rozwój. Na przykład teraz głośno się mówi o umowie Europy z Indiami. Jest to kraj muzułmańsko – hinduski, głównie hinduski, więc można powiedzieć, że tam jest niewiele ponad 2 procent chrześcijan, czyli tych, którzy potencjalnie faktycznie będą jedli wieprzowinę. Procentowo wydaje się to niewiele, prawda? Ale przypominam, że Indie to prawie półtora miliarda ludzi i te 2% to jest 36-38 milionów ludzi - milionów potencjalnych klientów. Jest to wbrew pozorom rynek bardzo dobry i w którym można spróbować zaistnieć. Nie mówię, że na pewno, ale żeby to się zadziało, to w pierwszej kolejności trzeba tam wysłać kogoś.
Ceny trzody chlewnej - prognozy
Co w najbliższych dniach będzie działo się w kontekście cen?
Z dostępnych informacji wynika, że ceny będą rosły. Jeżeli się przyjrzymy relacjom cenowym w ciągu roku, to możemy stwierdzić, że właśnie okres okołoświąteczny, noworoczny był zawsze ten gorszy ten spadkowy. Teraz wchodzimy w ten okres lepszy. Dodatkowo powolutku już myślimy o HoReCa i Wielkanocy. Już ten handel się bardziej ruszył. Mało tego, mamy na szczęście rynek filipiński, który też na nas wpływa pozytywnie. Fuksem trochę wbiliśmy się w idealnym momencie, jeżeli chodzi o wejście na ten rynek, ponieważ zbiegło się to z problemami Hiszpanii, która tam mocno eksportowała. A ze względu na to, że Hiszpania nie miała podpisanej umowy o rejonizacji z Filipinami, to z automatu oni całościowo wypadli. I w tym momencie częściowo zajęliśmy ich miejsce. Na tym rynku, w tym samym momencie, weszła i Rosja i Kanada, więc rywalizujemy się z tymi rynkami.
Jeszcze jedna kwestia która mnie nurtuje, a która była poruszona podczas konferencji. Chodzi o dane z ARiMR, które pomogłyby w podejmowaniu decyzji rolnikom. Na ile miałyby być one pomocne hodowcom?
Jeżeli takie informacje byłyby na bieżąco przedstawiane na stronie Agencji czy IRZ, gdzie byłoby napisane, że w danym miesiącu, czy w danym tygodniu - tyle a tyle sztuk zostało zarejestrowanych jako urodzone, tyle a tyle sztuk zostało zarejestrowanych jako przywiezione, czyli warchlaki, to rolnik, który sprzedał właśnie tuczniki, zastanawia się czy kupić warchlaki. I na podstawie wiedzy z IRZ, o tym co dzieje się na rynku, będzie mógł podjąć decyzję czy zasiedlać czy poczekać tydzień lub dwa. Te informacje o przemieszczaniu mogą być, wbrew pozorom, naprawdę przydatne.
Dziękuję za rozmowę.
Dzięki.
- Tagi:
- świnie
- ceny żywca
- czarniak
- polsus


























