Ten rolnik nie będzie już kupować nawozów. Dzięki inwestycji oszczędzi do 150 tys. zł [VIDEO]
Sulmów w województwie łódzkim. To właśnie tutaj znajduje się gospodarstwo, w którym historia splata się z nowoczesnymi technologiami.
Od tradycyjnej "wielokierunkowości" lat 80., przez tytuł Mistrza Agroligi, aż po w pełni zrobotyzowany dój i biogazownię zasilaną wyłącznie gnojowicą - gospodarstwo rodziny Kubiaków to podręcznikowy przykład ewolucji polskiego rolnictwa.
ZOBACZ WIDEO:
Gospodarstwo rodziny Kubiak w woj. łódzkim
Dynamiczny rozwój rozpoczął się w 1983 roku, kiedy ojciec pana Piotra, który dziś gospodaruje tu wraz z bratem Adamem, przejął ziemię jeszcze po swoich rodzicach.
Wówczas "startowano" z poziomu 7 hektarów gruntów rolnych. Dziś? Liczby mówią same za siebie: 170 hektarów własnych i dzierżawy, co łącznie daje ponad 200 hektarów uprawianej ziemi. Obecnie w strukturze upraw dominują te na potrzeby stada: kukurydza na kiszonkę, trawy oraz zboża (pszenica konsumpcyjna, jęczmień, pszenżyto). Dzięki temu gospodarstwo jest niemal samowystarczalne paszowo.

Jak jednak wyglądały początki?
Jak wspomina pan Piotr, były typowe dla tamtych czasów.
- Początkowo gospodarstwo było wielokierunkowe, jak dominujący trend na naszym lokalnym rynku. Były ziemniaki, buraki, trzoda chlewna, również krowy mleczne w małym stopniu - opowiada pan Piotr.
Sukcesywnie rozwijano to miejsce, m.in. poprzez kupowanie ziemi od okolicznych rolników.
Przełom nastąpił w połowie lat 90., kiedy rodzina postawiła na specjalizację w produkcji mleka.
W 1996 roku zainstalowano pierwszy w okolicy system pomiaru mleka w oborze uwięziowej z dojarką przewodową. Efekty przyszły szybko - wzrost wydajności poskutkował zdobyciem tytułu Krajowego Mistrza Agroligi w 1999 roku.
Kolejne lata to już systematyczny i dynamiczny rozwój: pierwsza obora wolnostanowiskowa w 2001 roku z system pomiaru mleka, sukcesywne powiększanie gospodarstwa - a w latach 2014-2015 budowa nowoczesnego obiektu z zaawansowaną halą udojową.
- Ta hala była wyjątkowa na ówczesne czasy. Pozwalała badać wiele parametrów mleka: od przewodności, przez co ocenialiśmy zdrowotność, po białko i tłuszcz. Mierzona była aktywność krów. Mieliśmy obraz całego stada, co miało wpływ na naszą efektywność finansową - wspomina rolnik.

5 robotów doi 250 krów
Mimo posiadania nowoczesnej hali, Kubiakowie zdecydowali się na kolejny ważny krok naprzód: robotyzację. Ta odbywała się w latach 2020-2023.
Obecnie stado krów mlecznych liczące 300 sztuk (z czego 250 w doju) obsługuje 5 robotów udojowych. Dlaczego właśnie robotyzacja?
- Robotyka była rozważana już w 2014 roku, ale baliśmy się wtedy kwestii serwisu i dostępności części. Wybraliśmy tańszą halę, bo musieliśmy też dokupować grunty. Jednak trend rozwinął się na tyle dynamicznie, że stwierdziliśmy: to jest ten czas - tłumaczy nam pan Piotr.
Efekty widać w wydajności. Nieustanny rozwój dobrostanu zwierząt oraz częstsze udoje przełożyły się na więcej mleka. Gospodarstwo może pochwalić się konkretnymi wynikami.

- Rekordzistka, którą udało nam się odnotować, to sztuka, która dała prawie 85 litrów na dobę, sześciokrotnie podchodząc do robota - opowiada nam gospodarz, gdy pytamy go o najlepszy wynik w ostatnich latach.
Wszystkie inwestycje oczywiście swoje kosztowały - dlatego przed ostatecznym podjęciem decyzji - niezbędne było precyzyjne planowanie. Jak działać - by nie przekalkulować, zwłaszcza przy tak dużych działaniach?
Pan Piotr podkreśla w rozmowie z nami, że kluczem jest moment wejścia w daną inwestycję. Tak było m.in. w momencie, gdy decydowano się na zakup robotów udojowych.
- Wszystko wymaga kalkulacji, wymaga dobrego okresu, dobrych cen. My podjęliśmy takie wyzwanie mając na uwadze to, że obiekt nam się już spłacił, kredyty zostały pozamykane i mieliśmy szansę, by inwestycja w roboty miała sens ekonomiczny - mówi nam mężczyzna.
Sytuacja na rynku i ceny mleka
Co z kolei z ekonomią? Sytuacja na rynku mleka jest w końcu trudna i od dłuższego czasu niepewna.
Jak opowiada nam gospodarz, ceny mleka w rejonie wahają się bardzo - od zaledwie 1,30 zł do ok. 2,00 zł. W przypadku samego gospodarstwa w Sulmowie oscylują z kolei w ostatnim czasie między 1,70 a 1,80 zł za litr.
- Mamy import ze Stanów, blokadę nałożoną przez Chiny, nadprodukcję w Polsce i Nowej Zelandii. Wszystkie te elementy spowodowały, że cena mleka, moim zdaniem, przez pewien okres będzie w trendzie bocznym - analizuje trzeźwo rolnik, dodając jednak, że produkcja mleka jest na tyle wymagająca, że ceny w końcu muszą wrócić do normy.
Biogazownia - gnojowica zamieniona w zysk
Jedną z najnowszych i najciekawszych innowacji w gospodarstwie jest biogazownia - druga w historii tego miejsca. Pierwsza - z różnych powodów - po prostu się nie sprawdziła i z czasem przestała działać. Najnowsza - pomimo zaledwie kilku miesięcy pracy - działa już z kolei niezwykle efektywnie.
Kluczem są tu jednak zastosowane technologie. Bracia Kubiak dość długo szukali odpowiedniego wykonawcy.
Ostatecznie postawili na firmę stosunkową nową - jeśli chodzi o biogazownie rolnicze, jednak znaną szerzej z przemysłu. Firma Integrotech, bo o niej mowa, to inżynierowie wywodzący się z gazownictwa zawodowego - pracujący m.in. przy gazociągu jamalskim czy dla międzynarodowych gigantów jak ABB.
Ostatecznie instalacja o mocy 50 kWe, zaprojektowana została w formule „zaprojektuj i wybuduj”.
Rozwiązania zastosowane u państwa Kubiaków pod wieloma względami są innowacyjne. Przede wszystkim skupiono się na tym, by instalacja radzila sobie z jednym z największych wrogów silników kogeneracyjnych czyli siarkowodorem.
Według różnych danych, w „surowym” biogazie z fermentatora (o pojemności 630 m sześc.) jego stężenie przekracza 2000 ppm. Tymczasem to poziom „zabójczy” dla oleju i metalu. Dlatego też skupiono się m.in. na tym, by zastosowana w gospodarstwie u państwa Kubiaków technologia oczyszczania i filtracji była jak najlepsza. Ostatecznie - jak obrazują liczby - do silnika trafia dziś gaz o zawartości… 0 ppm siarkowodoru.
Warto od razu tu dodać, że wszystkie parametry można sprawdzać na bieżąco - w specjalnej aplikacji. Wspomniany brak siarkowodoru jest z kolei kluczem do żywotności całego silnika.
Kolejna kluczowa sprawa: zdolność do tzw. "pracy wyspowej". O co chodzi? O niezależność pracy od publicznej sieci. Przypomnijmy: dziś większość instalacji staje, gdy "gaśnie światło" w sieci energetycznej. Biogazownia u państwa Kubiaków na szczęście nie. Cały układ został bowiem tak zaprojektowany, by zapewniał bezpieczeństwo energetyczne niezależnie od awarii sieci z zewnątrz
Substrat do biogazowni jest z kolei w 100 proc. darmowy - instalacja zasilana jest wyłącznie gnojowicą od krów mlecznych.
- Instalacja się broni. Produkuje gaz i ciepło, które wystarcza w zupełności na budynek mieszkalny i pomieszczenia socjalne. Mamy nadwyżki gazu rzędu 20-30 proc. w stosunku do poprzednich instalacji i sprawność układu kogeneracyjnego na poziomie 95 proc. - wylicza pan Piotr.
Koniec z kupowaniem sztucznych nawozów. Zastąpi je poferment z biogazowni
Korzyści są wielowymiarowe. Po pierwsze: energia - 40 proc. na potrzeby własne, 60 proc. na sprzedaż.
Po drugie - a o czym de facto niewielu dziś mówi - unikanie przyszłych opłat za emisję gazów cieplarnianych (tzw. ETS 3). Dzięki biogazowni gospodarstwo nie będzie musiało mierzyć się z efektami tej nowej daniny w przyszłości.
Po trzecie - co równie ważne w obecnych czasach dla kieszeni każdego rolnika - koszty nawozu. A właściwie ich brak. Poferment z biogazowni to bowiem doskonałe źródło składników odżywczych.
- Od przyszłego roku nie będziemy w ogóle stosować nawozów sztucznych fosforowo-potasowych. To daje nam oszczędności rzędu 100-150 tysięcy złotych rocznie - opowiada nam Piotr Kubiak.
Dodatkowo planowane jest suszenie pofermentu, by wykorzystać go jako ściółkę, co ograniczy konieczność dokupowania słomy.

Siła braterskiego duetu
Sukces gospodarstwa opiera się na rodzinnym podziale obowiązków. Bracia Kubiak świetnie się uzupełniają.
- Wypełniamy ze sobą pewne luki. Brat zajmuje się zarządzaniem stadem i ma zmysł konstrukcyjny. Ja zajmuję się żywieniem, zakupami pasz i precyzyjną uprawą - wyjaśnia nam pan Piotr.
Plany na przyszłość i szacunek do przeszłości. W garażu stoi prawdziwa perełka
Gospodarstwo nie zatrzymuje się w miejscu - wciąż idzie krok naprzód, poprawiając m.in. nieustannie dobrostan zwierząt. Powstaje tu m.in. nowoczesny cielętnik, mający poprawić dobrostan najmłodszych zwierząt i wyeliminować problemy zdrowotne, które zdarzały się w starym obiekcie.
Park maszynowy jest z kolei imponujący i nastawiony na niezależność. Dwa paszowozy samojezdne (dla bezpieczeństwa ciągłości żywienia), flota ciągników i maszyn zielonkowych marki Claas, a także nowoczesna przyczepa Pöttinger z systemem drobnego cięcia - to zaledwie część z tego, co stoi w garażach.
Do tego rolnictwo precyzyjne: rozsiewacze i opryskiwacze sterowane GPS, mapowanie pól.
Na koniec naszej wizyty gospodarz pokazuje nam jednak coś wyjątkowego. Wśród nowoczesnych maszyn stoi bowiem cały czas - a jakże - klasyczny Ursus sprzed dekad. Mimo że nie pracuje na co dzień - odpalił w naszej obecności niemal od razu.
- Ten ciągnik to jest uhonorowanie naszego dorobku, angażu taty. Chcemy, żeby po prostu był z nami - opdowiada nam z uśmiechem na koniec Piotr Kubiak.





























