"Producenci za chwilę stracą swoje główne źródło dochodów". Magazyny są pełne
Pszczelarstwo to nie tylko produkcja miodu - to fundament całego rolnictwa. Bez pszczół nie ma zapylania, a bez zapylania nie ma plonów. Choć wiedzą o tym wszyscy, europejski rynek miodu znalazł się na krawędzi - o czym dyskutowano szerzej podczas komisji rolnictwa w europarlamecie, 23 lutego.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Sytuacja na europejskim rynku miodu. Dramat w magazynach. "Proszę nam nie ściemniać"
Najmocniejszy głos w obronie rodzimych producentów, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego rynku, zabrał europoseł Arkadiusz Mularczyk. Przywoływał to, o czym polscy pszczelarze alarmują sami od dawna.
- Magazyny w Polsce są pełne niesprzedanego miodu. Podczas gdy na rynek unijny napływają duże ilości bardzo taniego importu przede wszystkim z Chin, Ukrainy oraz części krajów Ameryki Łacińskiej, którego jakość i autentyczność jest powszechnie kwestionowana - mówił Mularczyk.
Podczas dyskusji wrócono oczywiście też do umowy z Mercosur. Zgodnie z nią, do UE ma wjeżdżać 45 tysięcy ton południowoamerykańskiego miodu bez cła. Komisja Europejska uspokajała, że to tylko 10 proc. unijnej konsumpcji. Ta matematyka nie przekonała jednak polskiego deputowanego.
- Proszę nam tu nie mówić, nie ściemniać, że 45 tysięcy ton bezcłowego kontyngentu importowanego to tylko 10% konsumpcji (...). Dla Polski to jest prawie dwukrotność jej rocznej produkcji. Oni (pszczelarze, dop. red.) za chwilę stracą swoje główne źródło dochodu, utrzymanie dla często całych rodzin - argumentował Mularczyk, wspominając o potężnym uderzeniu w rodzinne pasieki m.in. na Lubelszczyźnie, Podkarpaciu czy w Świętokrzyskiem.
W podobnym, bezlitosnym tonie wypowiedział się irlandzki europoseł Luke Flanagan.
- Czy Komisja może zagwarantować, że to co napłynie z Mercosuru - mówię o miodzie - będzie tak dobre jak miód, który mamy u nas? Jeśli standardy są takie same, to dlaczego ludzie mają kupować droższe produkty? Wiemy, że są w trudnej sytuacji finansowej - komentował.
Co na to Komisja Europejska? Przedstawicielka Dyrekcji Generalnej AGRI, broniła działań Brukseli, zapewniając, że walka z fałszowaniem miodu - szczególnie przez dolewanie taniego syropu cukrowego - to obecnie priorytet.
Dla rolników i konsumentów najważniejszą wiadomością jest wejście w życie znowelizowanej unijnej "dyrektywy miodowej". Zmiany zobaczymy na półkach sklepowych już za moment.
- Od czerwca tego roku, jeżeli państwo pójdą do sklepu detalicznego, to tam gdzie mamy na etykiecie w tej chwili mieszanki, to musimy mieć procentowy skład rodzajów miodu zmieszanego z innych krajów – zapowiedziała przedstawiciela dyrekcji AGRI.
Komisja Europejska poinformowała również o wdrożeniu systemu certyfikacji. Od teraz miód może wjechać do Europy wyłącznie od producentów wpisanych na specjalną listę, którzy zobowiązują się do przestrzegania unijnych norm.
Problem w tym, że na niezwykle precyzyjne akty prawne i innowacyjne metody badawcze (wykrywanie fałszerstw metodami DNA czy NMR) poczekamy aż do 2029 roku.
Osobnym, ale równie palącym tematem była kwestia ochrony roślin. Rolnicy potrzebują pestycydów, by chronić uprawy, ale ich niewłaściwe stosowanie to wyrok dla uli.
Dyskusja i miodzie i pszczelarzach podczas komisji rolnictwa w europarlamencie
Przedstawicielka unijnej komisji zdrowia przypomniała, że niezwykle szkodliwe dla pszczół neonikotynoidy pozostają zakazane (poza szklarniami), a Trybunał Sprawiedliwości zamknął państwom członkowskim furtkę do wydawania tzw. "awaryjnych zgód" na siew zaprawianych nimi nasion na otwartych polach.
Na sali wielokrotnie podkreślano, że ponad 90 proc. europejskich pszczelarzy to pasjonaci i hobbyści. To oni utrzymują przy życiu owady zapylające, od których zależy 80 proc. naszych upraw (wartość zapylania wyceniono w debacie na 15 miliardów euro rocznie).
Zgromadzeni apelowali, by Bruksela "nie dusiła mniejszych pasiek papierologią" (w Holandii np. wprowadzono niedawno uciążliwy obowiązek rejestracji koordynatów każdego ula). Zwrócono również uwagę na dramatyczne zagrożenia biologiczne, takie jak roztocza Varroa czy rozprzestrzeniający się szerszeń azjatycki.
Jak Unia zamierza pomóc finansowo? DG AGRI poinformowało o 60 milionach euro rocznego budżetu na interwencje w sektorze pszczelarskim (kwota ta jest co najmniej podwajana przez państwa członkowskie). Zasygnalizowano też możliwość wprowadzenia łączonego wsparcia dochodowego celowanego bezpośrednio na rodziny pszczele.
- Tagi:
- pszczoły
- komisja europejska




























