Trzymają konie inaczej niż wszyscy. Tę niezwykłą stadninę zbudowali własnymi rękami
Stadnina Pietras w gm. Mirzec to kameralne miejsce stworzone z myślą o rekreacji dla każdego, również a może przede wszystkim dla tych, którzy borykają się z różnymi dysfunkcjami. Tworzą je ludzie z pasją i miłością do koni, które nawet na emeryturze mają to swój dach nad głową.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Stadnina Pietras - miejsce tworzone z pasją i miłością do koni
Katarzyna Strzelec z d. Pietrasik, można by rzec - mieszczuch, bo pochodzi z Radomia, gdzie spędziła dzieciństwo i młodość.
Nie ma żadnych rolniczych tradycji, w rodzinie nie było dziadków na wsi z gospodarstwem. Ale zawsze marzyła o osiedleniu się w miejscu, gdzie panuje cisza i spokój a życie płynie zgodnie z rytmem natury i zmieniających się pór roku.
Takie miejsce znalazła z mężem Mateuszem u boku w miejscowości Trębowiec Krupów w gm. Mirzec, gdzie od dwóch lat prowadzą Stadninę Pietras.
- Stadnina ma dłuższą tradycję, bo przez siedem lat wcześniej mieliśmy stajnię pod Pionkami, skąd pochodzi mój mąż - opowiada 31-letnia Katarzyna Strzelec.
Jak dodaje, w zasadzie przypadkiem trafili tu, gdzie mieszkają i prowadzą działalność rekreacyjną.
- Wracając z Gór Świętokrzyskich po drodze mieliśmy mijać charakterystyczny zielony dom, który był na sprzedaż. Postanowiliśmy go zobaczyć i tak znaleźliśmy swoje miejsce na ziemi - wspomina.
Trzymają konie różnych ras
Choć początki nie były łatwe, było dużo obaw i trosk, również o zwierzęta, które trzeba było przetransportować, zamiłowanie do koni wzięło górę...
- Konie to moja pasja. Po raz pierwszy siadłam na konia w wieku 9 lat. Z czasem zadomowiłam się w stajni, jeździłam w rożne miejsca pomagać przy obrządku, pomagałam na wachtach. Kiedy miałam 17 lat kupiłam własnego konia. Obecnie mamy stadninie dziewięć koni: siedem naszych, trzy należą do znajomych, którzy trzymają je u nas. To są konie różnych ras (arabskie, śląskie, hucuły - większe kucyki, oraz polskie konie sportowe, wśród nich jest jedna klacz. Ponadto mamy dwie alpaki do alpakoterapii, oraz kaczki - mówi właścicielka hektarowego gospodarstwa, gdzie nie ma upraw.

Współpraca stadniny z rolnikami
Stadinia współpracuje z okolicznymi rolnikami.
- Za obornik bierzemy słomę i siano dla zwierząt, bo nasze konie nie jedzą zboża. Najmłodszy koń ma 3,5 roku a najstarszy 38 lat. Od czterech lat jest na emeryturze i z nami doczeka kresu swoich dni - mówi pedagog i hipoterapeuta z wykształcenia, na co dzień pracuje w Zespole Szkół i Placówek w Chwałowicach, gdzie prowadzi hipoterapię dla dzieci niepełnosprawnych - opowiada kobieta.
Zajęcia hipoterapeutyczne to zastosowanie jazdy konnej w rehabilitacji, która wykorzystuje interakcję z końmi w celu poprawy zdrowia i samopoczucia pacjentów. Wspomaga rozwój fizyczny, emocjonalny i społeczny osób, które borykają się z różnymi trudnościami.
Prowadzone są również z Stadninie, gdzie właściciele oferują przejażdżki dla najmłodszych, jazdy rekreacyjne dla dzieci i dorosłych.
- To również zajęcia pracy z ziemi z koniem, które cieszą się dużym zainteresowaniem jeźdźców, chcących poznać psychologie i naturę tych zwierząt. W okresie letnim organizujemy dla dzieci tzw. dzień w Stajni, gdzie odbywają się wakacje po wiejsku. To nauka przez zabawę na świeżym powietrzu. To od zawsze było spełnienie moich marzeń - chciałam mieszkać na wsi, mieć gospodarstwo, stale się edukować, by mieć inne spojrzenie na konie. I to się udało, z pomocą mojego męża, który bardzo wspiera moje hobby a zawodowo pracuje w Służbie Ochrony Kolei. Wszystko co mamy dla koni - mąż wybudował swoimi rękami czyli wiaty, stajnie i stodołę. Dzięki temu mogę innym przekazywać to, co już wiem o tych niezwykłych zwierzętach - opowiada kobieta.
A konie w praktyce to praca 24 godziny siedem dni w tygodniu. Nie ma świat, urlopu, co wymaga dużych wyrzeczeń. Jeśli coś się dzieje w stajni, właścicielka jest pierwsza na miejscu. Nie wyobraża sobie, by ktoś inny mógłby coś zrobić za nią.
- Dwa konie mamy w boksach a pozostałe żyją wolnowybiegowo, mają do dyspozycji wiatę, z dostępem do siana i wody. To bardzo ułatwia sprawę, bo nie trzeba ich codziennie rano dokarmiać. Choć nie wszystkie zwierzęta się nadają do wolnego wybiegu, ze wzgledu na wiek, czy warunki atmosferyczne. Tak jak teraz mróz mocno daje się we znaki. Raz w tygodniu organizujemy akcje sprzątania - wywożenie obornika, grabienie padoku. W czym pomagają nam ci, którzy regularnie odwiedzają Stadninę - opowiada pani Kasia.
Kobieta jest zadowolona z tego co udało jej się stworzyć razem z mężem w taki krótkim czasie, w tak młodym wieku.
- Praca z końmi daje wyciszenie, pozwala na samorozwój, na czym zamierzam się skoncentrować i czemu w przyszłości zamierzam się poświęcić - opowiada.
Trzymają konie inaczej niż wszyscy. 31-latka zdradza, ile naprawdę kosztuje marzenie o własnej stadninie.



























