Kostrzewa: ceny mleka spadły drastycznie. Ta sytuacja utrzyma się do września [VIDEO]
Mimo iż niskie temperatury dają o sobie w ostatnich dniach znać, na rynku mleka jest gorąco. A to za sprawą niepokojącego trendu spadkowego na rynku mleka. Ceny lecą w dół. Są zakłady, które płacą już grubo poniżej 1,60 zł/kg. Słyszymy o przypadkach, w których stawki oscylują w granicach 1,30 zł/kg. Otwierając wiadomości z mleczarń, rolnicy za każdym razem mają obawy - czy też zakład przypadkiem nie poinformuje ich o kolejnych obniżkach cen na następny miesiąc.
Ceny mleka runęły. Hodowcy pytają: co dalej?
Hodowca krów - Jerzy Kostrzewa z miejscowości Śniaty, koło Wielichowa w Wielkopolsce, którego odwiedziliśmy w tym tygodniu, potwierdza, że obecna sytuacja nie napawa optymizmem wśród producentów mleka.
- Rolnicy oczekiwaliby wyższych cen. Rzeczywiście widać drastyczne spadki. Niektóre mleczarnie płacą nawet poniżej 1,60 zł za litr mleka. Odbija się to na dochodowości gospodarstw - tłumaczy rolnik Jerzy Kostrzewa i zauważa, że wpływ na tę trudną sytuację ma nadprodukcja mleka na rynku globalnym, ale i także w Polsce.
Pytamy, czy w jego opinii, niskie ceny będą utrzymywać się w najbliższych miesiącach? Producent mleka ze Śniat nie ma dobrych wieści.
- Moje odczucie jest takie,że w najbliższych miesiącach taka sytuacja się utrzyma, ponieważ nie rozładujemy tak szybko nadprodukcji, ale myślę że w wrześniu powinno się poprawiać. Choć trzeba przyznać, że w ostatnim czasie ceny, w pewnym sensie, ustabilizowały się - tłumaczy rolnik.
Nasz rozmówca jest członkiem zarządu Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Podkreśla, że ten ważny temat, który spędza sen z powiek wielu hodowcom bydła mlecznego, jest poruszany na forach rolniczych organizowanych właśnie przez wielkopolski samorząd rolniczy.
Trzeba obniżać koszty produkcji
Co, w sytuacji spadających cen, mogą robić rolnicy, by ratować swoje budżety?
- Zawsze wydawało mi się, że zrzeszanie się w grupy dałoby tu jakąś szansę, ale różnie z tym bywa. Obniżanie kosztów produkcji to jest na dziś jedyna szansa, bo jeśli chodzi o cenę mleka, to my nie możemy jej w żaden sposób wynegocjować. Cena jest taka niestety jaką nam narzuca mleczarnia - zauważa Kostrzewa.
Jerzy Kostrzewa gospodaruje wspólnie z żoną Barbarą na areale 160 hektarów. Obecnie ich stado liczy 300 krów mlecznych, z których w doju w tej chwili jest 280. Średnia wydajność od jednej krowy to 11 tysięcy litrów rocznie. To w pełni wyspecjalizowane i automatyzowane gospodarstwo, które budzi podziw z uwagi na dobre zarządzanie oraz poczynione w ostatnim czasie inwestycje.
- Gospodarstwo przyjąłem od ojca, ojciec od swojego ojca czyli gospodarstwo z ojca, dziada i pradziada. Kiedyś to było gospodarstwo mieszane. Mieliśmy produkcję hodowlę świń i krowy. Jednak, gdy z żoną Barbarą przejęliśmy je, zadecydowaliśmy, że trzeba iść w jednym kierunku i w tym kierunku rozwijać się, starać się produkować większą ilość - mówi Kostrzewa.
Z 15 ha do 160 ha
Rolnik wspomina, że w chwili, gdy przejmował gospodarstwo, liczyło ono 15 hektarów. Dziś jest to 160 hektarów, na którym uprawia kukurydzę czy lucernę. Posiada też trwałe użytki zielone. - Cała produkcja roślinna przeznaczona jest na pasze dla zwierząt I ciągle tej paszy brakuje, więc musimy dużo surowców dokupować. Głównie to są wysłodki buraczane i kukurydza pozyskiwana bezpośrednio od sąsiednich rolników - wyjaśnia hodowca ze Śniat.
Roboty udojowe nie lubią niskich temperatur
Od 3 lat państwo Kostrzewa posiadają pięć robotów udojowych.
- Mieliśmy halę udojową. Przyszedł czas na zmiany. Na hali udojowej doiliśmy pięć godzin rano i pięć wieczorem. Tak już dłużej nie mogło być. Nasza hala stała się po prostu niewydolna. Rozważaliśmy zakup karuzeli. Było dużo przemyśleń, jednak ostatecznie stanęło na robotach udojowych - mówi rolnik.
W jego opinii robotyzacja obór jest nieunikniona. System ten wprowadził sporo ułatwień w pracy hodowców. Sprzęt, jak mówi Kostrzewa, jest praktycznie bezobsługowy. To jednak nie oznacza, że nadzoru człowieka nie potrzeba. Wręcz przeciwnie - i to zwłaszcza zimą. Urządzenia, w które zostało wyposażone gospodarstwo, są bowiem czułe na ujemne temperatury. Przy mrozach, jakie doskwierają nam tej zimy – dochodzi do awarii.
- Radzimy sobie z niskimi temperaturami w taki sposób, że pomieszczenia, w których znajdują się roboty, czas musimy podgrzewać. Temperatura tam musi być dodatnia, troszeczkę na plus, ponieważ sprzęt przestaje funkcjonować przy niskich temperaturach – wyjaśnia rolnik.
W oborze w Śniatach od 8 lat wykorzystywane są dwa roboty do karmienia zwierząt.
- To jest system automatyczny żywienia krów. Robot zadaje im paszę sam. Na podstawie przekazanych przez nas danych, sam dozuje krowom odpowiednią ilość paszy. Jeździ, skanuje, dokarmia, jeśli brakuje, dowozi. Karmi krowy 24 godziny na dobę - tłumaczy Kostrzewa.
Dodatkowo, w oborze w Śniatach funkcjonuje robot do usuwania odchodów.
Nowa biogazownia w gospodarstwie
Nowoczesny system automatyzacji produkcji mleka to nie jedyne najnowsze rozwiązanie zastosowane w gospodarstwie w Śniatach. W 2024 roku państwo Kostrzewa uruchomili biogazownię rolniczą o mocy 500 kW.
O biogazowni myśleliśmy już od dawna. Działania z nią związane rozpoczęliśmy w 2018 roku, ale w związku z długotrwałymi procedurami, problemami, jakie pojawiły się z powodu epidemii, wszystko przesuwało się w czasie – opowiada Jerzy Kostrzewa.

Biogazownia państwa Barbary i Jerzego Kostrzewa w Śniatach została uruchomiona w 2024 roku
Rolnik: Chodzi o to, by biogazownię "wyżywić" jak najtaniej
Biogazownia państwa Kostrzewa zasilana jest obornikiem, gnojowicą oraz częściową kukurydzą, a także pozyskiwanymi z cukrowni - wysłodkami czy korzeniami buraków.
Odpady z cukrowni w okresie kampanii to bardzo dobry i tani produkt. Chodzi o to, żeby biogazownię "wyżywić" jak najtaniej. Przy produkcji prądu silnik w tej instalacji zużywa ponad 200 m3 gazu na godzinę, to można sobie wyobrazić, ile trzeba „wrzucić do garka”, żeby wyprodukować tyle i tyle gazu - wyjaśnia Kostrzewa i dodaje, że z tony gnojowicy można wyprodukować 30 m3 gazu, a z tony obornika - 50 m3 gazu. Z kolei z tony kukurydzy - 200 m3 gazu. Różnice są zatem spore.
- Wybudowaliśmy biogazownię 500 kW, dlatego że to jest optymalna wielkość biogazowni dla mojego gospodarstwa. Wybudowaliśmy ją za środki z oszczędności gospodarczych. Wzięliśmy też kredyt w naszym banku spółdzielczym. Początkowo inwestycja mnie troszeczkę przerosła, ponieważ zaczęliśmy budowę w czasie bardzo trudnym, bo to był okres covidowy. Ceny tak poszły do góry, że nawet te umowy z wykonawcami, musiały być pozrywane, bo za pieniądze ujęte w pierwotnym kosztorysie nikt by mi tego nie wybudował. Było wiele negocjacji, rozmów, żeby inwestycję doprowadzić do końca. Wykonawca i ja musieliśmy iść na jakieś kompromisy, bo sytuacja w tamtym okresie była niełatwa. Aczkolwiek, mówię to uczciwie, że dziś wybudować biogazownię rolniczą też nie jest łatwo – komentuje Kostrzewa.

W Śniatach funkcjonuje biogazownia rolnicza o mocy 500 kW
Energia w całości trafia do sieci
Trudności, jak stwierdza, mogą pojawiać się na etapie pozyskiwania pozwoleń na budowę oraz uzyskania zgody na odbiór energii przez operatora sieci energetycznej.
- Ktoś musi nam ten prąd odebrać. Jeżeli nie ma mocy przyłączeniowej, to możemy zrobić projekt, wszystkie dokumenty I tak nas nie przyłączą, bo nie ma gdzie przekierować po prostu tej energii – zaznacza Kostrzewa.
W przypadku tej biogazowni, 100% wytworzonego prądu (oprócz tego, który wykorzystywany jest na utrzymanie samej instalacji) rolnik sprzedaje Enei. Do biogazowni gospodarstwo nie jest zatem bezpośrednio podłączone. Pozyskane ciepło trafia z kolei do - znajdującej się obok instalacji - suszarni. Kolejna pozostałość - poferment - stanowi cenny nawóz, który Kostrzewa wykorzystuje w produkcji roślinnej.
- Tagi:
- ceny mleka
- robot udojowy
- krowy





























