NGT tuż za rogiem. Co zyskają, a co mogą stracić polscy hodowcy? [KOMENTARZ]
Rada Unii Europejskiej oraz Parlament Europejski osiągnęły wstępne porozumienie w sprawie regulacji dotyczących NGT. Przepisy mają ułatwić wprowadzanie na rynek roślin modyfikowanych tymi metodami, jednocześnie uwzględniając kwestie własności intelektualnej, takie jak obowiązek ujawniania patentów czy wpływ na dostępność nasion.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Nadzieje hodowców związane z NGT
Jak te zmiany mogą wyglądać z perspektywy polskich hodowców? O opinię poprosiliśmy dr. inż. Karola Marciniaka, prezesa Zarządu Hodowli Roślin Smolice, który reprezentuje polską firmę hodowli roślin rolniczych:
- Generalnie, w każdej kolejnej innowacyjnej technologii, która pozwala na tworzenie nowych odmian pokładamy nadzieję, a nawet ekscytację. Nowe techniki genomowe dają szansę na wprowadzenie do odmian nowych cech w sposób dotąd nieosiągalny. Wskutek wielu informacji i dyskusji na forach publicznych wytworzyło się poczucie oczekiwania na wielki przełom w hodowli roślin. Mówi się o odmianach dostosowanych do obserwowanych dynamicznych zmian klimatu, tolerancyjnych na niedobory opadów, na choroby, o pożądanych cechach użytkowych, o szczególnych walorach jakościowych. Czy tak rzeczywiście będzie i jak szybko – na tę odpowiedź musimy poczekać. Z pewnością NGT daje zupełnie nowe możliwości w indukowaniu i wdrażaniu nowej zmienności do odmian, a obserwując bardzo dużą presję międzynarodowych koncernów aby dopuścić tę technologię do rynku, wydaje się że muszą mieć już konkretne rozwiązania w zanadrzu, które mogą szybko być wprowadzone do odmian i na rynek - komentuje prezes HR Smolice.
Nowe możliwości, nowe wyzwania
Jednak, jak podkreśla prezes Marciniak, obawy środowiska hodowców nie dotyczą samej technologii, lecz sposobu jej wdrażania i koncentracji w rękach nielicznych globalnych graczy:
- Obawy mniejszych hodowców oraz wielu obserwatorów tych procesów budzi nie sama technologia, co jej koncentracja w rękach kilku globalnych graczy, a także sposób kontroli tej technologii. Chodzi o to, że odmiany z nowymi cechami, wprowadzonymi metodami NGT, będą zawierały opatentowane elementy. Oznacza to, że co prawda będzie można jak dotąd takie odmiany wykorzystać poprzez krzyżowania do tworzenia kolejnych odmian, jednak ich wprowadzenie na rynek będzie już wymagało zarówno zgody jak i opłat licencyjnych. A właściciel patentów może nie zgodzić się na ich użytkowanie lub postawić ceny zaporowe, które nie pozwolą innym na wprowadzanie odmian z innowacyjną cechą na rynek. Ponadto istnieje bardzo duża niepewność prawna dotycząca możliwości rozmnażania na własne zasiewy nasion takich odmian przez rolników (tzw. odstępstwo rolne) - mówi ekspert.
Obawy o koncentrację rynku i patenty
Zdaniem wielu hodowców, w tym polskich, korzystnym rozwiązaniem byłoby zwolnienie odmian NGT z opłat patentowych w początkowym okresie rynkowym:
- Wielu europejskich i polskich hodowców roślin jest zdania, że odmiany NGT powinny być zwolnione z opłat patentowych, a właściciele takich patentów mogliby spieniężyć swoje nakłady w okresie od wprowadzenia swoich nowych odmian do pojawienia się odmian powstałych w wyniku krzyżowań, co może trwać 10 i więcej lat - zaznacza nasz rozmówca.
Propozycje dla równych szans hodowców
Podsumowując, prezes Marciniak zwraca uwagę, że nadzieje na istotny postęp w hodowli nowych odmian łączą się z ryzykiem monopolizacji rynku i ograniczeniem dostępu do istniejącej genetyki:
- Zatem nadzieje na istotny postęp w tworzeniu nowych odmian łączą się z poważnymi obawami o monopolizację oraz ograniczenie lub uniemożliwienie korzystania z dotychczas dostępnej genetyki dla hodowli nowych odmian. Jak będzie, to dopiero praktyka pokaże gdy odmiany NGT zostaną dopuszczone do rynku - reasumuje prezes HR Smolice.
Praktyka pokaże skutki regulacji
Nowe regulacje NGT mogą zatem przynieść przełom w hodowli roślin, ale wiele będzie zależeć od sposobu wdrażania i zapewnienia równych szans dla wszystkich hodowców.
- Tagi:
- NGT
- nowe odmiany





























