Ustawa o dzierżawie rolniczej. Wspólna Rola: To bubel, który powinien trafić do kosza
Rozwiązania dotyczące dzierżawy nieruchomości rolnych zawarte w procedowanej obecnie ustawie wzbudzają mieszane uczucia. Nie brakuje słów krytyki. - Jest to jeden wielki bubel – zlepek przepisów, które nie są do niczego potrzebne ani wydzierżawiającemu ani dzierżawcy - stwierdza Stowarzyszenia Rolników Towarowych Wspólna Rola.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Dzierżawa gruntów rolnych po nowemu
Trwają prace nad projektem ustawy o dzierżawie rolniczej. Wejście tych przepisów w życie oznacza koniec ustnych umów dzierżaw. Rolnicy będą musieli zatem potwierdzać umowy u notariusza, wójta czy kierownika biura ARiMR. Dotyczyć to będzie także umów ustnych, które zostały zawarte w przeszłości - w innym wypadku wygasną.
Projekt ustawy jest w fazie konsultacji publicznych. Wraz z końcówką ubiegłego roku do 56 związków i organizacji rolniczych trafiła informacja o możliwości wskazywania poprawek do projektu ustawy. Rolnikom na to dano miesiąc czasu.
Stowarzyszenie Rolników Towarowych Wspólna Rola stoi na stanowisku, by odrzucić ustawę w całości.
- Będziemy podejmować wszelkie kroki, aby do tego doprowadzić na każdym etapie jej legislacji. Ta ustawa jest zła dla polskiego rolnictwa. Nie ma dla niej miejsca w polskim prawie. Nie nadaje się do żadnej zmiany tylko do wyrzucenia do kosza w całości - stwierdza ostro Wspólna Rola.
Zdaniem organizacji, ministerstwo mogłoby o wiele bardziej pomóc rolnikom, jeśliby po prostu opracowałoby i udostępniło wzór umowy dzierżawy, która należycie zabezpiecza interesy każdej z nich.
- Faktycznym celem ustawy jest wyeliminowanie z obiegu prawnego umów ustnych nie dlatego, że robią one źle rolnikom, tylko dlatego, że robią źle urzędnikom - komentuje Stowarzyszenie Wspólna Rola.
Nowa ustawa nic nie zmieni?
Dlaczego organizacja zrzeszająca rolników towarowych tak sceptycznie odnosi się do projektu ustawy o dzierżawie rolniczej?
Podstawowy argument często podnoszony w związku z tą ustawą, w opinii stowarzyszenia nie zostanie zrealizowany. Chodzi o blokadę dla częstych praktyk, w których właściciel gruntów składa wniosek o dopłaty bezpośrednie, ale realnie użytkuje je inny rolnik.
- No to pytamy się: jak ma się to stać na gruncie tej ustawy? Nijak! Ta ustawa w żaden sposób tego problemu nie rozwiązuje, bo nie może. Nie może zmuszać właściciela gruntów do ich wydzierżawienia - czytamy w komentarzu Stowarzyszenia Wspólna Rola.
Organizacja stwierdza, że sytuacja „nieformalnego użytkowania” tylko z pozoru jest niekorzystna dla użytkującego rolnika.
Najczęściej jest bowiem tak, że taka forma korzystania z gruntów i dopłat opłaca się zwyczajnie obu stronom. Jako przykład stowarzyszenie przedstawia sytuację, w której, w systemie dopłat bezpośrednich, właściciel np. 4 ha gruntów ornych, wnioskując o dopłaty bezpośrednie w ramach płatności dla małych gospodarstw, uzyska prawie 1000 zł do 1 ha.
By otrzymać te środki rolnik nie musi dokumentować żadnej praktyki rolnej.
Przypomnijmy, że chętnych do korzystania z tej ryczałtowej formy dopłat jest bardzo dużo. W 2025 roku liczba ta znacznie wzrosła. Mogą z niej korzystać gospodarstwa o wielkości do 5 hektarów.
Z kolei, jak zauważa stowarzyszenie, nieformalny użytkownik prowadzący produkcyjne gospodarstwo uzyska za 1 ha tylko niecałe 500 złotych.
Oczywiście kwota ta może być wyższa. Ale wtedy rolnik musi realizować dodatkowe praktyki rolnicze (np. w ramach ekoschematów), które ponadto może zastosować tylko na ograniczonej powierzchni hektarów.
Rolnikom najzwyczajniej w świecie zatem opłaca się "żonglować gruntami”, by wykazywać w rejestrach odpowiednią wielkość gospodarstwa.
- Ten nieformalny układ opłaca się zatem obu stronom i dlatego on tak nagminnie funkcjonuje. Strony kompensują w swoim dealu ten dodatkowy zysk z dopłat właściciela i obie są zadowolone – komentuje Wspólna Rola.
Płatność uproszczona dla małych gospodarstw do likwidacji?
Co zatem zrobić, by wyżej wskazany proceder zaczął zanikać? Odpowiedź jest prosta – należy spowodować, by się on nie opłacał.
Wystarczyłoby, jak wskazuje Wspólna Rola, zlikwidować płatność uproszczoną dla małych rolników i tematu w dwa lata by nie było. Jednak zdaniem organizacji, nikt z polityków na taki manewr się nie zdecyduje.
Wprowadzenie obowiązku spisywania umów dzierżaw rolniczych to, jak zauważa dalej Stowarzyszenie, przede wszystkim ułatwienie dla urzędników.
- Wymiana działek między rolnikami to urzędnicza zmora. Proceder wymiany działek między rolnikami nie wynika jednak z ich chęci zrobienia urzędnikom psikusa - ona jest też logistycznym problemem dla tych gospodarstw rolnych. Jeżeli już rolnik decyduje się na taki ruch, to tylko wtedy, gdy po prostu musi i gdy ma możliwość szybkiego i pewnego dogadania się z drugim zaufanym, najczęściej znajomym rolnikiem – komentuje Wspólna Rola.
I dalej stwierdza, że wymiana działek jest koniecznością dla gospodarstw specjalizujących się w uprawie roślin okopowych.
- Wynika też ona często z konieczności zachowania prawidłowego płodozmianu i struktury upraw w gospodarstwie. Największym wygranym jest tu gleba, bo takie układy między rolnikami zawsze finalnie przyczyniają się do poprawy jej właściwości. Teraz wszyscy będą musieli do tego jeszcze robić wielostronicowe umowy dzierżawy i czym prędzej biegać po notariuszach celem nadania daty pewnej. Dadzą radę? Pewnie, że dadzą, tylko po co? – czytamy w komentarzu Stowarzyszenia Wspólna Rola.
"Ustawa nie jest potrzebna. Wystarczy odpowiedni regulamin"
Organizacja odniosła się także do procederu, w którym rolnicy „naginają” rzeczywistość dotyczącą wielkości użytkowanego areału przy przetargach z KOWR oraz ubiegając się o dotacje inwestycyjne w unijnych programach. Elastyczność wynikająca z ustnych umów im w tym bardzo pomaga.
Obecnie rolnik, bez większych problemów, w zależności od potrzeby, może wykazać, że jest mniejsze lub ma mniejszą wielkość ekonomiczną, niż wynika z ostatnich dopłat? Wystarczy oświadczenie, że umowa ustna już przestała obowiązywać i na dany moment już nie użytkuje się tej czy innej działki.
Według Stowarzyszenia ten proceder można byłoby ukrócić tworząc odpowiednie wytyczne i regulamin, zgodnie z którym do wyliczenia wskaźników bierze się pod uwagę wszystkie działki ujęte w ostatnim wniosku o dopłaty bezpośrednie bez względu na formę prawną ich posiadania i bez względu na to czy na dany dzień wchodzą dalej w skład gospodarstwa.
Rolnicy, którzy inwestują, znajdą się w tarapatach?
Stowarzyszenie wspomina także o niepokojących potencjalnych skutkach wejścia w życie ustawy o dzierżawie rolniczej. Jego zdaniem istnieje ryzyko przedterminowego wypowiadania umów rolnikom inwestycyjnym, którym przyznano dotacje na inwestycje. W najtrudniejszej sytuacji mogą znaleźć się rolnicy, którzy obwarowani są wymogiem dotyczącym zwiększenia powierzchni gospodarstwa, czy to dla celów wykazania wzrostu wskaźnika GVA, czy to pod kątem uzasadnienia parametrów roboczych zaplanowanej maszyny.
- Wprowadzenie ustawy o dzierżawie rolniczej może spowodować, że część właścicieli podejmie decyzję przedterminowego wypowiedzenia tych umów, w obawie przez zobowiązaniami wynikającymi z nowej ustawy, której przepisów nie do końca znają i rozumieją. Okaże się wtedy, że ci rolnicy inwestycyjni, którzy stanowią najpewniej przyszłość polskiego rolnictwa, staną przed widmem niewywiązania się ze swoich zobowiązań oraz zwrotu otrzymanego i już dawno skonsumowanego wsparcia. Od takiego ciosu w najgorszym wypadku mogą się już nie podnieść, a w najlepszym wybije im on z głowy jakikolwiek dalszy bardziej intensywny rozwój i podejmowanie ryzyka - wskazuje Wspólna Rola.




























