Ta dopłata to nawet 40 tys. zł na gospodarstwo. Program ruszy w tym roku
Czy trudna sytuacja rynkowa przekona rolników do zakładania grup producenckich? Zainteresowanie nimi było dotychczas raczej marne. Ale może się to wkrótce zmienić.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Niskie ceny płodów rolnych przy utrzymujących się wysokich kosztach produkcji to główna przyczyna trudności, które obecnie dotykają gospodarstwa rolne. I o ile rolnicy są przyzwyczajeni do sporych fluktuacji na rynkach agro, o tyle nie mieli wcześniej do czynienia z tak wysokimi kosztami produkcji, dodatkowo mogli liczyć na wsparcie ze środków unijnych w postaci dopłat obszarowych czy dotacji do maszyn. Ich wysokość oraz dostępność z biegiem lat spada. Rolnicy szukają nowych możliwości. Taką może być założenie grupy producentów rolnych.
- W ciągu ostatniego półrocza obserwujemy wzrost zainteresowania grupami - tłumaczy Mikołaj Baum, prezes Agraves - firmy doradczej dla rolników, która zajmuje się również obsługą grup producentów rolnych.
Kolejny powód, dla którego rolnicy przychylniej spoglądają w kierunku grup, to wysokość pomocy. Zdaniem Bauma, pomoc, którą mogą uzyskać grupy, a pośrednio rolnicy, jest najatrakcyjniejszą pomocą w ramach Planu Strategicznego. O jakich sumach mowa? Chodzi o kwoty rzędu ponad 200 tys. zł na jedno gospodarstwo, które rolnik może wydać w ciągu 5 lat chociażby na zakup paszy czy materiału siewnego.
- Z praktycznego punktu widzenia, który my dostrzegamy, jako doradcy pracujący bezpośrednio z rolnikami, obecne realia powodują upadek argumentu, który słyszeliśmy jeszcze rok temu u rolników: „to taka mała kwota, gdy się ją podzieli na wszystkich, odejmie koszty prowadzenia działalności, to już nam niewiele zostaje”. Dzisiaj się okazuje, że w porównaniu z tym, co można uzyskać na rynku ze sprzedaży produktów, to jednak jest kwota, którą warto się zainteresować - zauważa Mikołaj Baum.
Kasa na bieżące wydatki
Skąd wynika kwota 200 tys. zł? Maksymalnie na jednego członka wsparcia z ARiMR przypada 10 tys. euro rocznie, a okres finansowania to 5 lat. Daje to sumę 50 tys. euro (w przybliżeniu zatem 200 tys. zł). Warto pamiętać o tym, że kwota dofinansowania na jedną grupę nie może przekroczyć 60 tys. euro rocznie (nie zwiększa się nawet wtedy, gdy grupa liczy więcej niż 5 członków, a więc minimalną obsadę). Środki te grupy z reguły przeznaczają na bieżące wydatki związane z produkcją. Zdecydowanie rzadziej pieniądze z tej puli członkowie grup przeznaczają na wspólny zakup maszyn.
- To jest odsetek sięgający może 1-2%, co wynika generalnie ze złych doświadczeń ze wspólnego posiadania maszyn. Gdybyśmy zapytali przypadkowych rolników, to raczej większość podawałaby przykłady wskazujące na sytuacje, w których coś poszło nie tak we wspólnym posiadaniu i użytkowaniu maszyn (ktoś użytkował maszynę, zepsuł, nie chciał się przyznać, nie ma kto naprawić itd.), niż wymieniała dobre przykłady - komentuje prezes Agraves.
Rolnicy w marginalnym procencie decydują się też na zainwestowanie tych funduszy w takie obiekty, jak na przykład wspólne magazyny. To pokazuje, że środki publiczne w niebagatelnej wysokości, wynoszącej ponad miliard złotych, które dotychczas otrzymały chociażby grupy utworzone w latach 2014-2020, zostały przeznaczone przez polskich rolników na zwyczajne przetrwanie.
- Większość rolników i grup doradczych nastawia się na przejęcie tej dotacji i po prostu skonsumowanie jej. Traktują to jako dodatkowy dochód – stwierdza Andrzej Przepióra, specjalista z Wielkopolskiej Izby Rolniczej.
Kończą się dopłaty - grupa producentów rolnych się rozpada
I co jest dalej niepokojące - gigantyczna większość grup, gdy tylko finansowanie się kończy (plus kolejny rok, w którym muszą jeszcze działać), rozpada się. Szacunki mówią o tym, że wśród podmiotów, które zostały uznane do grudnia 2013 roku, a było ich 1 677, aż 92% utraciło urzędowe uznanie.
- Obecnie funkcjonuje model, w którym po pięciu latach zdecydowana większość grup rozwiązuje się. Rolnicy z reguły nie widzą korzyści w tym, by po okresie dotowania, utrzymywać nadal tę grupę. To nie prowadzi do trwałego budowania struktury rynkowej, w której rolnik miałby wpływ na cokolwiek. Wyjątkami są niestety przypadki, w których doradcy czy różne grupy konsultingowe próbują coś więcej zrobić w ramach dotacji, na przykład zbudować jakąś infrastrukturę, poczynić inwestycję, żeby te grupy dalej po pięciu latach funkcjonowały - ocenia Andrzej Przepióra.
Wielkopolska liderem w zakładaniu grup producentów rolnych
Sama liczba działających grup producentów rolnych również nie jest oszałamiająca. Obecnie, według danych z ARiMR, w Polsce funkcjonują jedynie 694 takie podmioty. Najwięcej z nich jest w woj. wielkopolskim (356), najmniej w woj. świętokrzyskim (tylko jedna). Łącznie zrzeszają 7 737 członków. Przy liczbie gospodarstw, które produkują na rynek, a szacuje się ich 300 - 400 tys., jest to marginalna ilość. Biorąc pod uwagę wszystkie gospodarstwa wnioskujące corocznie o dopłaty (około miliona), liczba dotyczącą aktywnych członków w grupach producenckich wydaje się być praktycznie niezauważalna. W jakich obszarach działają dziś grupy?
– Najwięcej z nich funkcjonuje w kategoriach zbóż lub nasiona roślin oleistych lub bobowatych; buraki cukrowe; bydło i mięso wołowe; świnie i mięso wieprzowe - wymienia biuro prasowe Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Andrzej Przepióra, Wielkopolska Izba Rolnicza: O wzmocnieniu pozycji rynkowej polskich producentów rolnych poprzez rozwój i integrację w ramach organizacji oraz grup producenckich będziemy rozmawiać podczas Wielkopolskich Forów Rolniczych 2026. W obliczu narastających wyzwań gospodarczych, zmienności cen oraz rosnącej konkurencji na rynku europejskim i globalnym, rolnicy w Polsce szczególnie potrzebują silnych struktur, które umożliwią im bardziej efektywne funkcjonowanie, zwiększenie skali działania oraz wynegocjowanie korzystniejszych warunków zbytu. Spotkania odbywać się będą w I kwartale 2026 roku w poszczególnych powiatach naszego województwa. Będzie to już dziewiętnasta edycja.
W jednym naborze o dotację jeden wniosek
Ostatnie lata nie przyniosły dużego zainteresowanie powołaniem do życia nowych podmiotów. W ciągu ostatnich 3 lat z możliwości ubiegania się o wsparcie na utworzenie i rozwój grup skorzystały jedynie 27 zrzeszenia.
W roku 2023 o pieniądze aplikowała tylko jedna grupa. Niewiele lepszy był rok 2024, w którym złożono 5 wniosków. Tegoroczny nabór, który miał miejsce na przełomie września i października, wydaje się być pewnym odbiciem - w trakcie rozpatrywania jest bowiem 21 wniosków.
Rolnicy nie ufają sobie
Czy w 2026 roku, zgodnie z przewidywaniami, do naboru przystąpi więcej rolników?
- Prowadzimy więcej rozmów i odbywamy więcej spotkań niż jeszcze do lata tego roku. Natomiast jesteśmy dalecy od optymistycznej tezy, że to będzie miało istotny wpływ strukturalny na polskie rolnictwo – komentuje Mikołaj Baum.
To oznacza, że idea, jaka miała przyświecać tworzeniu grup, nadal nie zostanie zrealizowana.
- Celem tworzenia grup producentów rolnych jest stworzenie struktur rynkowych, które byłyby partnerem w łańcuchu spożywczym. Wiadomo że rolnik w pojedynkę jest najsłabszym ogniwem, więc po to są grupy, żeby rolnicy wspólnie tworzyli jakąś masę mającą wpływ na warunki handlu – zauważa Andrzej Przepióra.
Pytanie, dlaczego rolnicy nie chcą się zrzeszać? - Nie widzą w tym sensu, nie ufają sobie, mają duży gen indywidualizmu, który jest de facto dzisiaj niszczący na rynku, szczególnie w sytuacji, kiedy cały łańcuch się koncentruje. Ile dzisiaj jest ubojni? Kiedyś w każdym powiecie były 2-3 ubojnie trzody chlewnej, a dziś jest ich kilka w całej Polsce. I tak jest w każdej branży. Jest coraz mniej podmiotów, które skupują i przetwarzają produkty rolne, nie mówiąc już o sile sieci detalicznych, a rolnicy są dalej rozdrobnieni – stwierdza ekspert z WIR.
Mikołaj Baum, prezes Agraves: Minie jeszcze sporo czasu zanim rolnicy uświadomią sobie, że nie ma powrotu do złotych czasów, w których każdy mógł złożyć wniosek o dotację na maszynę i niemal każdy pomoc otrzymywał. Kurek został bardzo mocno przykręcony. I choć z ekonomicznego punktu widzenia wspólne korzystanie z części maszyn jest zasadne, rolnicy mają nadal opory przed tym. Nadal wierzą w moc indywidualnych inwestycji, a braki finansowe ratują poprzez zakup tańszego sprzętu z rynku wtórnego. Zauważalny jest bowiem wzrost sprzedaży maszyn używanych i importowanych.
Rolnik ma udziały w spółdzielni mleczarskiej
Dobrym przykładem zrzeszania się rolników mogłaby być spółdzielczość mleczarska.
Spółdzielnie mleczarskie świetnie funkcjonują. Dzięki temu, że są spółdzielniami, pozostały w polskich rękach, w rękach rolników i odgrywają znaczącą rolę na rynku mleka. Mlekovita jest zakładem, który funkcjonuje już w łańcuchach globalnych. I tam rolnik ma, owszem, cenę za mleko, która jest raz lepsza, raz gorsza, ale ma też udziały w tych spółdzielniach. Jeżeli rośnie wartość i pozycja rynkowa spółdzielni, to rośnie kapitał rolnika. Ten kapitał może w każdej chwili spieniężyć. To są dla niego inwestycje długookresowe. I ta spółdzielczość jest pozytywnym przykładem, jak powinny funkcjonować inne rynki rolne – zauważa Andrzej Przepióra.
Jednak i w tym obszarze zauważane są trudności we współdziałaniu. - W każdej spółdzielni mleczarskiej rolnicy są współwłaścicielami tego przedsiębiorstwa, jednak na poziomie indywidualnym wielu z nich się tak nie czuje. Z kolei zarządy często zwracają uwagę, że to rolnicy nie interesują się sytuacją spółdzielni, nie przychodzą na zgromadzenia walne, uaktywniają się jedynie wtedy, gdy cena mleka jest zbyt niska – mówi Mikołaj Baum.
Niemiecki rolnik potrafi, polski - nie?
Zdaniem Andrzeja Przepióry obecny rok pokazał, jak luki w samoorganizowaniu się rolników wpłynęły na kłopoty ze sprzedażą płodów rolnych.
Ten rok jest dobrym przykładem. Jest większa produkcja wszystkiego i nagle rolnicy się obudzili, że są niskie ceny i nie ma gdzie sprzedać towaru. I zwracają się do państwa, by kupiło ten nadwyżkowy towar. Tutaj natomiast powinny zadziałać grupy i organizacje rolnicze – stwierdza ekspert z WIR i wskazuje na problem, o którym sporo się w tej chwili mówi – zalew polskiego rynku ziemniakami z Niemiec.
- Dlaczego tak się dzieje? Dlatego że tamtejsi rolnicy są przygotowani do sprzedaży na przykład do sieci. Aby dzisiaj sprzedać ziemniaki do sieci, trzeba mieć dużą partię tych samych ziemniaków, w odpowiedni sposób przechowaną i dostarczaną do sieci na godzinę i co do minuty do wyznaczonego centrum dystrybucyjnego. Tego pojedynczy rolnik nie zrobi. To może zrobić tylko grupa. I na tej zasadzie wjeżdżają do Polski warzywa z Zachodu. I to jest właśnie ta siła zachodnich rolników - wskazuje Andrzej Przepióra i komentuje, że rozwój polskiego rolnictwa poszedł bardzo mocno w kierunku inwestycji w gospodarstwach rolnych, a więc maszyn czy ciągniki. Natomiast zabrakło inwestycji rynkowych. - Nie ma magazynów, nie ma centrów logistycznych, które byłyby w rękach rolników. I to jest nasz kłopot - dodaje Przepióra.
UE stawia na organizacje producentów
Rozwiązaniem wydaje się być tworzenie takich struktur, jak organizacje producentów - podmiotów, które są bardziej aktywne na rynku. Obecnie można ubiegać się o dofinansowanie do ich tworzenia w wysokości 100 tys. euro rocznie.
Jednak obwarowane są one większymi wymogami, niż grupy, jak na przykład obowiązek przeznaczania 30% otrzymanego wsparcia na zakup środków trwałych. W rejestrach uznanych organizacji na rynkach innych niż owoców i warzyw, funkcjonują 4 takie podmioty (2 w sektorze wieprzowiny, które zrzeszają łącznie 24 członków i tyle samo w sektorze wołowiny, które skupiają 24 członków).
Na odrębnych zasadach działają organizacje producentów owoców i warzyw, których aktualnie jest 116. Działa w nich stosunkowo niemało gospodarstw, bo zrzeszonych jest ponad 3 tys. członków.
Co istotne, organizacje maja być właśnie tym kierunkiem, który chce promować KE po 2027 roku. Jakie możliwości finansowania dla grup producenckich pojawią się po 2027 roku?
- Z sygnałów płynących z Brukseli wynika, że pomoc dla grup będzie utrzymywana. Przy czym już w rozporządzeniu UE nr 2021/2115, które znalazło odpowiedź w aktualnym Planie Strategicznym, podkreśla się, że pomoc powinna iść bardziej w kierunku organizacji producentów i większego nastawienia na działania rynkowe - komentuje Mikoła Baum.
I dalej wskazuje, że chodzi o podejmowanie inicjatyw, które będą miały oddziaływanie na rynku w taki sposób, by wiązać się z odbiorcą, lepiej odpowiadać na potrzeby odbiorców czy rynku, sprzedaży bezpośredniej, wchodzenia w certyfikację jakościową, dobrostanową czy rolnictwa zrównoważonego.
- Dla przykładu może być tak, że wszyscy rolnicy w grupie trzody chlewnej podwyższą dobrostan, porozumieją się z jakimś zakładem przetwórczym i wspólnie będą promować produkty od tych świń, certyfikowanych systemem jakości. Chodzi o działania bardziej aktywne niż te, powiedziałbym, bierne, które były do tej pory nastawione tylko na samo łączenie sił we wspólnej sprzedaży – podaje prezes Agraves.
Przejrzystość w grupie producentów najważniejsza
Działalność w takim zakresie będzie wymagać od rolników zdecydowanie większego zaangażowania. Efekt końcowy może jednak być mierzalny, zarówno w zyskach, jak i wypracowaniu silniejszej pozycji w łańcuchu dostaw. A o to właśnie chodzi. Najważniejszy jednak, jak podkreśla Baum, jest dobór odpowiednich partnerów.
- Podnosimy argument, że największym wyzwaniem, pomijając typowe dla rolnictwa trudności rynkowe, nie są wcale obawiane przez rolników kontrole z Agencji. Kluczowy jest dobór właściwych osób. Niemal każdy problem w grupie czy gospodarstwie członka da się rozwiązać, ale wymaga to komunikacji. Czynnik ludzki ma tu fundamentalne znaczenie – wyjaśnia ekspert z firmy doradczej.
Warto pamiętać również o tym, czym powinna cechować się grupa, by mogła dobrze funkcjonować. Jest to, jak zaznaczają nasi rozmówcy, przede wszystkim absolutna przejrzystość tego, co się dzieje w grupie. - Po pierwsze jest to zarząd złożony z rolników. A jeśli jest nawet rolnicy chcą, żeby w zarządzie był ktoś z zewnątrz, to oni też muszą być w zarządzie, muszą wiedzieć, co się w grupie dzieje. Niestety są przykre sytuacje, o których słyszymy, gdzie zarząd jest obcy, rolnicy nie wiedzą, co w ogóle dzieje w grupie - stwierdza Baum. Ważne jest także utworzenie rachunku bankowego grupy, do którego powinni mieć dostęp wszyscy członkowie.
- Tagi:
- grupy producenckie
- arimr
- dopłaty





























