Masz w oborze krowy "milionerki"? Eksperci ostrzegają: ten jeden błąd pożera lwią część zysków
Już po raz dwudziesty trzeci Blattin Polska zorganizował cykl ogólnopolskich, eksperckich konferencji dla hodowców bydła i producentów mleka.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Przedostatnie spotkanie z tegorcznego cyklu odbyło się w miniony piątek w Wielkopolsce - w hotelu "Maria" w miejscowości Dębno Polskie.
Wydarzenie przyciągnęło oczywiście wielu rolników i hodowców, którzy mieli okazję - przez kilka intensywnych godzin - wysłuchać wykładów i porozmawiać w kuluarach o tym, co naprawdę decyduje o zdrowiu i wydajności stada. Swoje wykłady mieli uznani już prelegenci - prof. dr hab. inż. Zygmunt Maciej Kowalski, dr nauk weterynaryjnych Sebastian Smulski oraz dr inż. Piotr Kliś.
Jak naprawdę wygrać walkę z mastitis? Uwaga na "milionerki"
Dr Sebastian Smulski - lekarz weterynarii, jedyny Polak w European Mastitis Panel i wykładowca Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu - jako praktyk, który każdego tygodnia staje przed realnym problemem w realnych oborach, prowadząc wraz z zespołem ponad 20 tys. krów w kilkudziesięciu gospodarstwach, w niezwykle praktyczny sposób mówił o problemie, z którym mierzą się wszyscy hodowcy.

Co dziś najsilniej wpływa na liczbę zapaleń w stadzie? Odpowiedź doktora była jasna.
- Ilość krów z wysoką somatyką. Ile milionerek mamy w stadzie - to jest najważniejszy czynnik i to jest udowodnione naukowo. Jeśli mamy 10-20% milionerek, presja infekcyjna jest ogromna i zapalenia będą wracać bez względu na inne działania - opowiadał wprost dr Sebastian Smulski.
Bezpieczna granica? Mniej niż 5% milionerek w stadzie. Wtedy efektywność leczenia automatycznie rośnie, a liczba nowych przypadków spada. W gospodarstwach, które prowadził dr Smulski, osiągnięto wynik poniżej 3%.
Ile powinno być zapaleń klinicznych w zdrowym stadzie? Wytyczne są jasne: maksymalnie 3 przypadki na 100 krów miesięcznie. Dr Smulski zaznaczył jednak, że współpracuje z gospodarstwami, które zeszły do poziomu 0,9 proc.. Czy "zero" w oborze jest możliwe?
- Tak, w takiej, w której nie ma krów - żartował doktor Smulski.
Warto też pilnować odsetka krów z somatyką powyżej 200 tys. komórek. Podwyższona somatyka to bowiem już brutalna matematyka: każde 100 tysięcy komórek powyżej progu 200 tysięcy to strata 2,5% mleka. W stadzie 500 krów daje to potężne, ukryte straty finansowe, które przewyższają koszty leczenia klinicznych zapaleń kilkukrotnie.
Walka z mastitis. Legowiska, higiena, dipping - diabeł tkwi w szczegółach
Doktor Smulski omówił także szczegółowo warunki środowiskowe. Najważniejsze obserwacje?
Nie każdy o tym wie, ale sama słoma sprzyja... rozwojowi bakterii Streptococcus uberis. Najlepszym rozwiązaniem jest więc dla krów materac ze słomą i kredą (węglanem wapnia) w proporcjach dostosowywanych do wilgotności.
- To nie jest tak, że planujemy raz i jest dobrze. To wymaga ciągłej weryfikacji, bo wszystko się zmienia – mówił doktor Smulski, podkreślając przy tym, że kreda powinna być sucha niczym cement z worka.
Co z kolei ze środkami dezynfekcyjnymi do piany i dippingu?
Jak opowiadał ekspert, nie ma żadnych bakterii opornych na chlor. Nie ma żadnych bakterii opornych na jod. Nie istnieje zjawisko oporności na środki dezynfekcyjne, dlatego nie ma potrzeby rotacji. Jeden skuteczny produkt - chlorowy lub jodowy - stosowany niezmiennie to właściwa strategia. Zmiana środka tylko dlatego, że "ktoś przyjechał i oferuje coś tańszego", może być błędem, który może kosztować zdrowie stada.
Doktor podkreślał też rolę przedzdajania. Bez przedzdajania na kubek możemy nie wykryć połowy zapaleń. I tu od razu ważna uwaga: wylewanie mleka na posadzkę to potencjalne rozsiewanie zarazy - jeśli mamy w stadzie gronkowca lub paciorkowca zakaźnego, to mamy niemal pewne zarażanie.
Mastitis. Ile zależy od żywienia? Wykład prof. Zygmunta Kowalskiego
Profesor Zygmunt Maciej Kowalski rozpoczał swój wykład z charakterystyczną dla siebie energią.

Już na wstępie wystąpienia bez owijania w bawełnę zaznaczał:
- Głównym problemem mastitis nie jest karencyjne mleko, nie są tubki ani leczenia. Chodzi o wydajność mleka - podkreślał profesor.
Sprawa jest prosta: zapalnie komórki gruczołowe po prostu nie mogą produkować laktozy, a bez laktozy nie ma mleka.
Profesof podczas wykładu pokazywał też liczby: stado z 461 tys. komórek somatycznych traci dziennie 170 litrów mleka w stosunku do tego, co mogłoby osiągnąć przy zdrowym wymieniu.
- Jakbyśmy mieli nie 500, a 300 tysięcy komórek, to zamiast 12 tys. kg od krowy mielibyśmy 13,5 tys. - obrazował wprost prof. Kowalski.
Profesor wyjaśnił w swoim wykładzie także mechanizm, który wielu hodowców intuicyjnie wyczuwa, ale rzadko rozumie w pełni: stan zapalny jest bowiem potężnym pożeraczem glukozy.
Tymczasem kiedy organizm krowy walczy z infekcją, jej układ odpornościowy może zużywać nawet 30-50 proc. dostępnej glukozy - tej samej, z której w gruczole mlekowym powstaje laktoza.
- Wyobraź sobie, że zaczynasz czuć się gorzej, zaczyna cię łamać. Twój układ odpornościowy potrzebuje energii i zaczyna ją zabierać z organizmu. Dlatego jesteś słaby. U krowy dzieje się dokładnie to samo. Krowa tyle produkuje mleka, ile może wytworzyć laktozy. A laktoza powstaje z glukozy. Jeśli glukozę zjada stan zapalny, mleka po prostu nie ma - tłumaczył jasno profesor Zymgunt Kowalski.
Neutrofile - mali żołnierze w służbie wymienia
Profesor Kowalski dużo miejsca poświęcił roli układu odpornościowego, a konkretnie neutrofili - białych krwinek, które jako pierwsze ruszają do walki z bakteriami wnikającymi do wymienia. Zobrazował ich działanie w sposób, który łatwo zapamiętać.
- Ten neutrofil otacza bakterię i zabija ją reaktywnym tlenem – tak jak woda utleniona zabija bakterie na ranę. To są miliardy małych żołnierzy, którzy chronią wasze krowy. Pytanie brzmi: czy mają siłę walczyć? - mówił z tradycyjną dla siebie energią naukowiec.
A to, czy mają siłę, zależy w ogromnej mierze od żywienia. Błony komórkowe neutrofili zbudowane są z tłuszczów nienasyconych, które łatwo ulegają utlenieniu. Rolę tarczy pełni bardzo ważna witamina E - chroni te błony przed rozpadem i pozwala neutrofilom szybko docierać do miejsca zakażenia i je eliminować. Ważny w żywieniu jest też selen - choć tu trzeba już uważać, żeby nie przeszarżować - bo podany w za dużych dawkach selen staje się już tokstyczny.
- Żołnierze, którzy pracują w organizmie krowy mającej dużo witaminy E i selenu, to są żołnierze silni, odważni, biegnący szybko do miejsca zapalenia - jak ambulans - komentował profesor.
Ketoza - czy to przyczyna czy skutek choroby?
Co ciekawe profesor - kierując się najnowszymi wynikami badań naukowych - zaproponował słuchaczom zmianę dotychczasowego myślenia o zależności ketozy i mastitis. Tradycyjnie uważano, że ketoza osłabia odporność i w efekcie prowadzi do mastitis. Dziś nauka mówi inaczej.
Podał przykład badań w Szwajcarii, gdzie wlewano krowom do żyły ciała ketonowe i... nic się z nimi nie działo.
- Ciała ketonowe same w sobie nie szkodzą. Problemem jest to, co je powoduje - ujemny bilans energii wynikający np. ze stanu zapalnego - opowiadał prof. Kowalski.
Profesor posłużył się tu, za innym znajomym naukowcem, zgrabnym przykładem:
- Mamy gorący dzień na plaży, dlatego jemy lody. Wieczorem okazuje się, że się oparzyliśmy. Czy oparzyliśmy się dlatego, że jedliśmy lody? Nie. Przyczyną było słońce. To tylko zbieżność. Tak samo jest z ketozą i mastitis. Wspólną przyczyną obu jest stan zapalny i ujemny bilans energii - opowiadał jasno i klarownie naukowiec.
Praktyczny wniosek? Mierzyć i badać - bo podwyższone ciała ketonowe to sygnał ostrzegawczy, który mówi "coś jest nie tak", ale same w sobie nie są wrogiem. Trzeba szukać przyczyny.
Gruba krowa to ryzykowna krowa
Profesor zaznaczał także, że krowy z nadmierną wagą (BCS powyżej 4,0) są bardziej narażone na mastitis. Tkanka tłuszczowa, szybko mobilizowana po porodzie, uwalnia substancje prozapalne. To błędne koło: gruba krowa gorzej znosi stres poporodowy, ma większe stany zapalne, traci więcej glukozy i... ma mniej mleka.
Profesor oczywiście ostrzegał też w kontekście hipokalcemii - pogarsza zdolność neutrofili do zwalczania bakterii.
- Unikamy hipokalcemii. Ale unikanie to nie znaczy tylko walka z zaleganiem po porodzie. Chodzi o subkliniczną hipokalcemię, której nie widzisz, a która "zjada" odporność twojej krowy - komentował wprost profesor Kowalski.
Robot udojowy - kopalnia danych, nie tylko machina do dojenia
Dr inż. Piotr Kliś wniósł z kolei do programu konferencji doświadczenie 9 lat pracy z robotami udojowymi - najpierw jako doradca wdrażający systemy automatyczne, dziś jako analityk danych.

Jego przekaz był konkretny: robot to źródło nieocenionych informacji o zdrowiu stada, które wielu hodowców nadal ignoruje.
- Na każdym z systemów można uzyskać bardzo dobre wyniki. Kluczem jest zarządzanie - podkreślał w swoim wystąpieniu.
Jego wykład uświadomił wielu hodowcom, że samo wstawienie robota na halę nie zwalnia z myślenia - wręcz przeciwnie, wymaga jeszcze lepszego zarządzania paszą i analizy wykresów.
- Nigdy, ale to nigdy, nie ustawiamy stołu pod tabele paszowe. Jest to niemożliwe, dlatego że każde stado jest inne - zaznaczał stanowczo dr Kliś.
Jak dodawał ekspert, przewagą robota (w systemie PMR) jest możliwość punktowego dowartościowania krów w szczycie laktacji bez przebiałkowania czy przetłuszczania krów w końcówce laktacji.
Jednym z ciekawych punktów wykładu był czas przeżuwania jako wskaźnik zdrowia i dobrostanu krowy. Dr Kliś rekomenduje monitorowanie tego parametru - przeżuwanie jest bowiem doskonałym sygnałem wczesnego ostrzegania przed chorobami.
- Jeżeli krowa ma 500 minut przeżuwania i nagle w ciągu paru godzin spada do 20 - to jest typowy obraz zapalenia e.coli. Zanim zobaczysz krowę z gorączką, robot to już wie - zaznaczał dr Kliś.
Ekspert podkreślał ponadto zdecydowanie:
- Robot dostarcza mnóstwo informacji - w kartach krów, w raportach, w danych historycznych. Z prostych danych jesteśmy w stanie bardzo wiele wyciągnąć. Zmuście firmę paszową i firmę robotową do wspólnego spotkania. Niech razem przeanalizują wasze dane. To może zmienić wyniki całego stada - apelował na zakończenie.































